2003.03.22 - Konferencja KCHČSV - Brno (CZ)

W lutym tego roku jako jedyny delegat zza granicy miałam przyjemność wziąć udział w organizowanej co dwa lata konferencji Klubu Hodowców Czechosłowackiego Wilczaka.

Jedyną rzeczą o jaką się obawiałam była pogoda. Mieszkamy na "Dzikim Zachodzie" Polski, gdzie dobre drogi znaleźć można sporadycznie, a te które prowadzą do granicy, a potem aż do Liberca objęte są chyba ostatnim stopniem odśnieżania: większe opady uniemożliwiłyby "przedarcie się" przez góry. Miałam jednak szczęście i choć z godzinnym opóźnieniem, to bez trudu udało mi się dotrzeć do Liberca, a potem już w weselszym towarzystwie do Brna. Tuż po godzinie 9:00, bez jakiegokolwiek błądzenia dotarliśmy do Lelkovic. Znalezienie restauracji "na Poňavě" nie sprawiło żadnego problemu...

Konferencja rozpoczęła się trochę po godzinie 10:00. Otworzył ją swoim przemówieniem pan Zdeněk Beneš, przewodniczący KCHČSV. Następnie zdał on sprawozdanie z działalności klubu za ostatnie dwa lata. Potem stan finansów zaprezentowała Petra Neomillnerová. Przyszedł i czas na kilka słów głównego nadzorcy chowu. Niestety pan Hartl dopiero co opuścił szpital i nie mógł stawić się na konferencji. Jego sprawozdanie odczytała Monika Soukupová. Było ono tak ciekawe, że warto byłoby zaprezentować je w całości.

Wreszcie przyszedł czas na głosowanie nad planowanymi zmianami w klubowych regulaminach. Na pierwszy ogień poszła propozycja Jindřicha Jedlički by dodać nowy typ chowu; typ "kontrolowany", który pozwoliłby hodowcy samodzielnie wybierać reproduktora. Miałoby się przy tym stosować jedynie do artykułu §20, który określa dopuszczalny stopień pokrewieństwa danej pary hodowlanej. Punkt ten został przyjęty prawie jednogłośnie.

Kolejne propozycje były pomysłem Marceli Pluhařovej. Mnie osobiście wydawały się bardzo interesujące. Pierwszą był wniosek o opublikowanie wyników prześwietleń wszystkich psów. Mimo, że sprostowano, że informacje te mają trafić w ręce hodowców tej rasy, ku mojemu zdziwieniu głośno i energicznie przeciwko zaprotestowano, twierdząc, że 24% psów to trochę za mało, żeby na tej podstawie wyciągać jąkiekolwiek wnioski. I niedobrze byłoby publikować dane, które mogą stwarzać mylny wizerunek niektórych hodowli, np. w przypadku, gdy wszystkie z prześwietlonych zwierząt miały dysplazję. Wniosek ten oczywiście nie przeszedł. Szkoda. Może troszeczkę jest to odzwierciedlenie stanu etyki niektórych hodowców. Zwykle dąży się do tego, aby hodowcy mieli pełny wgląd w dane o chorobach dziedzicznych. Dzięki temu mogą prowadzić taką selekcję, by zwiększyć prawdopodobieństwo ich uniknięcia. Dysplazja jest "podłą" chorobą i trudno się z nią walczy. Te 24% prześwietlonych psów rzeczywiście nie jest wystarczające do wyciągnięcia pewnych wniosków. Ale i tak byłoby to lepsze niż obecna sytuacja, gdy udostępniane jest jedynie 7%.
Pojawiły się argumenty, że w przypadku publikacji wszystkich wyników HD hodowcy CzW zaczeliby postępować tak jak ludzie od owczarków niemieckich: gdy szczeniak ukończyłby rok, hodowca prowadziłby właściciela "za rączkę" do nieoficjalnego prześwietlenia, a dopiero gdyby wypadło dobrze, "zezwalałby" na zrobienie oficjalnego badania. Przyjmując, że rzeczywiście by do tego doszło, jaka byłaby to różnica dla "odbiorcy końcowego", czyli hodowcy? Żadna - przecież i teraz widzi on wyłącznie "wybielone" wyniki psów, czyli wyłącznie tych, których stopień HD pozwala na ich dopuszczenie do hodowli (z kilkoma chlubnymi wyjątkami, gdzie hodowcy namówili do przejścia przeglądu właścicieli psów ze średnią i ciężką HD). Oczywiście istnieje szansa na uzyskanie dokładnych danych bezpośrednio od poradców chowu. Ale....hodowla CzW w innych krajach rozwija się bardzo szybko. Już jakoś czas temu kraje pochodzenia rasy straciły prym jeśli chodzi o ilość narodzonych szczeniąt. Hodowla w świecie bazuje jednak w dużej mierze na materiale czeskim, dlatego informacje o wynikach HD przodków i rodzeństwa mają duże znaczenie. A ciężko oczekiwać, że Włosi czy Niemcy zaczną się uczyć języka czeskiego tylko po to, by dotrzeć do interesujących ich informacji...
Cóż - jak narazie wygląda na to, że hodowcy powinni przy wyborze psów do hodowli stosować zasadę ograniczonego zaufania i szerokim łukiem omijać hodowle, gdzie wyniki prześwietleń nie są podane lub są to wyłącznie A(0/0). Zresztą statystyki przedstawione przez pana Hartla i pana Jedličkę same z siebie odpowiadają na pytanie "jak wybrać odpowiedzialnego hodowcę" bazują wyłącznie na wynikach HD. Ma on:

- prześwietlone min. 20% miotów (średnia to obecnie około 24%). Jeśli liczba ta jest niższa to albo coś zostało ukryte (zwykle są to oczywiście psy ze średnią i mocną dysplazją) albo hodowca ma strasznego pecha przy wyborze właścicieli albo, co niestety częściej spotykane, nie interesuje go przyszły los szczeniąt i nie wymagał od przyszłych właścicieli zrobienia tych badań. Może, jeśli nie mamy pewności, czy wybraliśmy odpowiedzialnych właścicieli, warto w tym wypadku byłoby wziąć przykład z czołowych hodowców europejskich, którzy sprzedają szczeniaki troszeczkę drożej, a po otrzymaniu wyników HD zwracają sumę, jaką trzeba było wydać na wykonanie prześwietlenia na dysplazję. W wielu rasach skutkuje to nieźle, bo wielu właścicieli chętnie "zarobi" po roku czasu na swoim psie okrągłą sumkę.

- wolne od dysplazji jest maksymalnie 80% miotów. Choroba ta w wielu rasach utrzymuje się gdzieś na poziomie 20%. Przy dobrej selekcji niektórzy hodowcy są może w stanie osiagnąć tę liczbę. Jeśli liczba prześwietlonych psów z HD-A jest większa mamy prawdopodobnie do czynienia z zatajaniem wyników psów chorych lub (co równie prawdopodobne) ocenianiem stopnia dysplazji przez nieodpowiedniego lekarza weterynarii.
Oczywiście powyższe reguły zaczynają lepiej działać, jeśli hodowca ma na swoim koncie większą ilość miotów (trudno jest cokolwiek mówić wyłącznie na podstawie jednego). W każdym razie na pewno nie stracimy, jeśli zamiast hodowcy posiadającego "linie wolne od dysplazji" weźmiemy szczeniaka (czy użyjemy reproduktora) od takiego, który był na tyle szczery, żeby trzymając się etyki dobrego hodowcy podać też informacje o psach ze swojej hodowli dotkniętych tą chorobą.

Druga propozycja Marceli sugerowała, żeby najkrótszy czas między porodem suki a jej drugim kryciem wynosił min. 6 miesięcy. Została ona odrzucona, gdyż jak to słusznie zostało wspomniane, suki CzW doskonale regulują swój cykl płciowy. Jeśli suki trzymane są w nieodpowiednich warunkach, źle żywione, nie czują się dobrze "psychicznie" to nie ma szans, aby zaszły w ciążę nawet kryte 3x do roku.

Ostatnia propozycja tej autorki ("każda suka hodowlana powinna być kryta jednym psem maksymalnie dwa razy") straciła sens po przegłosowaniu propozycji pana Jedlički. Jednak warto się przy niej na chwilę zatrzymać. Oprócz racjonalnego uzasadnienia odrzucenia w głosowaniu tego punktu (przyjęcie "chowu kontrolowanego" czy niewielkie mioty po niektórych psach, gdzie ani jeden potomek nie trafił do hodowli) wskazywano też na "naturę" i "doskonałe pary hodowlane".
Rzeczywiście w naturze rozmnaża się stale jedna i ta sama para, ale są to osobniki doskonale wyselekcjonowane przez życie i najlepsze w danej grupie. Hodowla psów rasowych już dawno straciła "naturalność": championaty i najwyższe tytuły zdobywają osobniki, które nigdy nie uzyskałyby w stadzie statusu Alfy i prawa do rozmnażania się. Nie ma szans, żeby w wilczym stadzie swoje geny przekazywały osobniki nie przystosowane do życia w trudnych warunkach; chore. A gdy zaczyna tu mieszać człowiek, staje się to możliwe. Zdziwiło mnie też pojęcie "doskonała para hodowlana". Prawdę mówiąc w żadnej fachowej literaturze nie spotkałam się z propozycją "łupania co roku tego samego skojarzenia przez całe życie suki" (szczególnie w rasach rzadkich, do jakich zaliczają się wilczaki). I nie dziwi mnie to, bo jak można decydować o "doskonałości" danej pary. "Marne" badania na dyplazję, wynik przeglądu hodowlanego i "widzimisię" hodowcy to stanowczo za mało...
Jeśli hodowca uważa, że z danego skojarzenia wychodzą mu same cuda to skąd pewność, że psy pochodzące z innego skojarzenia nie byłyby jeszcze lepsze? Tak na marginesie: po co się oszukiwać? Jeszcze żadnemu hodowcy nie udało się wyhodować CzW o wyglądzie wilka i charakterze owczarka. Tak więc argument o super-szczeniakach pozbawionych jakichkolwiek wad upada... Można co najwyżej mówić o miotach lepszych niż średnia. Ale jeśli rzeczywiście tak jest i psy z takiego krycia są ładne i zdrowe (co oznacza, że zostaja dopuszczone do hodowli, są często uzywane, a więc i w pełni pokrywają "zapotrzebowanie" naszej rasy) to po co nam kolejne psy o tej samej krwi. Dla tej rasy nadal bardzo ważna jest różnorodność genetyczna, a "łupanie" ciągle tego samego skojarzenia działa na jej szkodę. Zbyt małe jest zróżnicowane reproduktorów, żeby "produkowano" kolejne klony, których nikt nie użyje....
Ponieważ ten punkt nie przeszedł pozostaje zaufać rozsądkowi hodowców (a z tego co widać, to "czarnych owiec" nie ma obecnie zbyt wiele) oraz kupujących. Pamiętajmy, że pies, który może nie jest urodzonym championem, ale ma niepowtarzalny rodowód, jest 100x bardziej cenny niż "urodzony zwyciężca", który ma 20 braci i siostr o dokładnie takim samym rodowodzie; czy Zwycieżca Klubu, który ma 100 półbraci (gdyż jego ojcem jest utytułowany, "zużyty" champion).

Wreszcie przyszedł czas Heleny Hubáčkovej. Na pierwszy ogień poszło dopełnienie regulaminów o sposobie prowadzenia zebrań. Wezwanie na zebranie członków klubu miałoby zawierać program zebrania, wybory miałby zaś być tajne (głosowanie na karteczkach). Wnioski i podjęte uchwały miałyby być publikowane w biuletynie klubowym. Ponieważ przeprowadzenie tajnego głosowania spowodowałoby masę zamieszania i dodatkowej pracy ustalono, że wcześniej będzie decydowane, czy dane wybory będą tajne czy jawne. Następnie Helena zaproponowała, by do uzyskania praw hodowlanych potrzebny był egzamin: min.ZOP dla psów i min. VZ1 dla suk. Ponieważ rasa nadal cierpi na małą ilość osobników hodowlanych, zdecydowano, że byłoby to niepotrzebnym ograniczeniem. Propozycji nie odrzucono jednak zupełnie: przez następne dwa lata obserwowana będzie ilość młodych psów, które zaliczą egzaminy użytkowości. Jeśli okaże się, że wprowadzenie tego dodatkowego wymogu nie wpłynie negatywnie na rasę, temat ten powróci ponownie na kolejnej konferencji.
Trzeci punkt dotyczył egzaminu wytrzymałości organizowanego przez słowacki klub. Tu jednak KCHČSV nie ma wpływu i jeśli SV1 zostanie dopuszczony zamiast IPO jako warunek uzyskania tytułu Interchampiona, tak też się stanie...

Przyszła wreszcie kolej na ostatnią część konferencji - propozycje delegatów. Václav Zeisek zaproponował podjąć współpracę ze słowackim klubem CSV przy organizowaniu zawodów psów użytkowych. Podczas rozmowy zdecydowano też, że na koniec tego roku zostanie zorganizowany przez morawski oddział KCHČSV ranking na najlepszego psa użytkowego. Punkty będą liczone na podstawie zaliczonych w tym roku egzaminów.

Problemem wystawowego odpowiednika powyższego rankingu ("Najbardziej utytułowany pies i suka") zajęła się Michaela Pokorná. Zaproponowała, aby punkty liczono nie tylko z czeskich wystaw i niektórych wystaw klubowych, lecz ponieważ ilość psów na ringach w innych krajach często znacznie przekracza stawki czeskie, przyznawać punkty za każdą wystawę. Ponieważ ranking ten organizowany jest przez czeski oddział klubu zdecydowano, że do tematu powrócimy na kwietniowym zabraniu w Hostivicach.

Zarząd czeskiego oddziału zaproponował, by zmienić warunki przyznawania tytułu Champion Czech. W ostatnich dwóch latach, gdy złagodzono zasady, namnożyło się nowych championów. Ten zaszczytny tytuł dostawały nieraz nawet osobniki, których zgodność ze wzorcem jest co najwyżej dobra. Aby tytuł ten miał znowu sens zaproponowano, aby zwiększyć ilość potrzebnych CACów z 2 na 4. Potrzebny będzie też (tak jak dotąd) certyfikat użytkowości. Czeski zarząd zaproponował dodatkowo, by jeden CAC musiał pochodzić z wystawy klubowej lub specjalnej. Delegaci uznali jednak, że 4 CACe to wystarczający warunek. A z powodu małej ilości sędziów klubowych wnioski na krajowego championa uzyskiwałyby ciągle te same osobniki odpowiadające "modzie" obowiązującej w danym sezonie.

Po krótkiej przerwie przystąpiono do wyboru władz klubu. Członkami zarządu zostali Petra Neomillnerová, Zdeněk Beneš, Jaroslav Hospodka, Olga Jedličková, Dana Matušincová, Petr Malášek i Lada Sikorová. Zas w skład komisji weszli Helena Hubáčková, Šárka Střítežská i Magda Andrlová.

Konferencja zakończyła się długo po godzinie 16:00. A gdyby nie ograniczony czas, trwałaby pewnie jeszcze dłużej. Dla mnie była ona szczególnie ważnym wydarzeniem. I to nie tylko z powodu programu spotkania. Mimo czteroletniej aktywnej działalności na scenie CzW dopiero w Brnie miałam szansę po raz pierwszy zobaczyć i poznać osobiście niektórych hodowców. Lecz nie brakło też starych znajomych, z którymi zawsze miło jest się spotkać w takim sezonie ogórkowym, jakim jest zima. Podczas konferencji trochę zdziwiła mnie niechęć części hodowców do jakichkolwiek zmian. Stałe "nie i nie", "skoro przez 10 lat tak było i było dobrze, to niech już tak zostanie" byłoby przygnębiające, gdyby nie spora ilość osób, które interesuje coś więcej niż własne podwórko, które troszczą się o coś więcej niż o swojego piesiuńcia i które starają się poszerzać swoją wiedzę na podstawie najnowszych badań, a nie tylko archaicznych radach "wieloletniego hodowcy". A to dobrze rokuje przyszłosci naszej rasy....

Margo