2005.11.21 - E-szczeniaczki są wśród nas !!!

W dobie e-banków, e-maila i e-commerce przyszedł czas na ... E-Szczeniaczki !! Dzisiaj w godzinach południowych Jolly urodziła 4 pieski i 3 suczki. Szczęśliwym tatusiem jest słowacki pies Hero z Rofa, syn legendarnego Tamburego z Rosikova.

2005.11.13

Zawsze mówiłam, że suczki wilczaka potrafią być podstępne i wyrachowane. Przecież Ali mogła wprost nam powiedzieć, że nie chce szczeniaków w tym roku, gdyż na wystawe w Nitrze musi być w szyczytowej formie, bo jedzie tam wygrać....

No i Alistair wygląda dobrze.... Czego nie można powiedzieć o Jolly, która wygląda obecnie jak skrzyżowanie wilka z beczką. Zwykle miała taka "objętość" tuż przez porodem, a w tym roku puchnie w oczach.... Oj, muszę jej przypomnieć ku przestrodze pewien wierszyk :

Baloniku mój malutki
Rośnij duży, okrąglutki.
Balon rośnie że aż strach,
Przebrał miarę no i bach!


2005.11.21

Do ostatniego dnia Jolka utrzymywała super formę. Jeszcze dzień wcześniej była z nami na kilkugodzinnym spacerze (w odwiedziny w niedziele był u nas Daimon z Peronówki). Jednak już dzisiaj rano widać było, że Jolka przygotowuje się do tej szczególnej chwili... przesiadywała prawie cały czas w swojej sztucznej norze i czekała (a my razem z nią Wink). Zaczęło się tuż po 12:00. Po 3 godzinach na świecie były już 3 suczki i 4 pieski. Czekaliśmy, czy może Jolka dobije do kompletu drużyny futbolowej, ale jednak nie... Postanowiła trzymać się wilczych norm i na siódemce się skończyło.

Oczywiście cały poród wzbudził wielkie zainteresowanie stada i psy zamiast się bawić czy spać siedziały cichutko w pokoju pilnie nasłuchująć. Co bardziej wścibskie (czyt. Botis) próbowały wsadzać do gniazda nosa, ale ostrzeżenie Jolly szybko je do tego zniechęciło.



Już tradycyjnie mama zadbała o wszystko, a nasz udział w porodzie sprowadził się właściwie tylko do obserwacji i liczenia małych.

2005.11.23
Dziś Jolly wyszła na trochę dłużej... Tzn wyjście było na raty...ale jednak...
Choć od początku: siedziałam u Jolki oglądając maluchy. Już w tym wieku przyjemność sprawia im smyranie i głaskanie, a dodatkowo Małe mają dzięki temu stały kontakt z ludźmi. Ponieważ uznały, że polarowa bluza jest o wiele milsza w dotyku niż szorstka sierść matki, więc spały wtulone u mnie. Zauważyła to Jolka...i wcale nie poczuła się urażona taką sytuacją. Wręcz przeciwnie - uznała, że skoro szczeniaki maja dobrą niańke, to ona może sobie wyjść.... No i poszła razem ze stadem.... Oczywiście Przemek musiał robić za lokaja, bo Jolka co chwila 'pukała' do drzwi, wpadała do pokoju skontrolować, czy się dobrze opiekuje stadkiem i pędziła ponowne na dwór...
Teraz całe zadowolone stadko (z matką w dobrym humorze) ucina sobie drzemke...

OK, Przemek już wrócił, więc wreszcie będę miała chwilkę czasu... No to nadrabiam zaległości...
Małe rosną jak na drożdżach. Zaczynają nawet przypominać wilczaki... Potrafią już nawet warczeć i poszczekiwać.... Coraz bardziej interesują się nimi psy - pierwszy kontakt miał Botis, ale z czymś co jest ślepe i głuche trudno się jeszcze bawi.... Dwie niańki (Ali i Belka) czuwają i liczą, że już niedługo Jolly pozwoli się opiekować maluchami.... Szczególnie Ali czuje do małych mięte i całe dnie spędza przy "norze"...


Alistair Wolf z Peronówki & Jolly z Molu Es

2005.11.29
Reszta newsów będzie już na bieżąco...

2005.12.01


Ebru z Peronówki
Dzisiaj był przełomowy dzień. Najpierw jeden szczeniaczek przywitał nas zakapiorskim wzrokiem. Oczy nie są jeszcze w pełni otwarte, ale zaczynają widzieć. A potem jeszcze zszokowały nas małe, że w tak młodym wieku są w stanie używać już swoich zębów.... hmmm... raczej dziąseł. Zaczynają już też szybko .... pełzać i ogólnie są coraz bardziej zabawowe. Jolka nadal spędza z nimi większą część dnia, ale powoli zaczyna jej się nudzić. Szczególnie gdy słyszy, że inne bawią się w najlepsze. Fotki są robione regularnie, ale za dużo też nie fotografujemy, bo maluchy jednak większość czasu przesypiają. Jak zaczną rozrabiać, to zaczniemy bardziej dokumentować zniszczenia w domu.


2005.12.05
No to mamy spore zaległości, bo w weekend wiele się działo, choć poza domem. Rolling Eyes Stąd brak wieści o maluchach. Dziś to nadrobimy i będą nowe fotki, wagi i informacje. Razz
Wczoraj małe miały pierwszą wizyte - choć goście mówili do nich po niemiecku to od razu było widać, że maluchy są językowo utalentowane i zaraz zrozumiały co się do nich mówi.


2005.12.07

Dzisiaj był kolejny przełomowy dzień - rano musieliśmy wybierać maluchy z miski Jolly. Surprised Racja - który wilczak mógłby się oprzeć zapachowi świeżego mięska? Nawet jeśli jest się mikro-wilczakiem. Cool Tak więc rano zastaliśmy całe stadko ciućkające eukanube wymieszaną ze zmielonym mięsem. Ale to nic dziwnego, bo zwykle tak bywało koło 2 tygodnia.

Z tego powodu w południe i wieczorem maluchy dostały też swoje porcje, aby nie musiały zazdrościć mamusi. Teraz ponownie śpią strasznie zadowolone z siebie....

2005.12.10

ImageZ dnia na dzień małe są coraz bardziej ruchliwe i coraz chętniej (i na coraz dłużej) wychodzą na spacery poza "nore". Towarzyszy im przy tym całe stado.

Wszystkie psy dbają, aby maluchy były czyste i pachnące i reagują na każdy pisk niezadowolenia.... Jednak pozwolenie na wejście do "gniazda" mają od Jolly jedynie Ali i Balrog. Reszta jest tolerowana, ale bez entuzjazmu...

Największym "odkryciem" okazał się Camio, który zwykle bawi się dosyć brutalnie, ale wobec szczeniaków jest niesamowicie delikatny. Przesiaduje z nimi prawie cały czas - jest nimi zachwycony. Pod "norą" wyczekuje na zmianę z Ali - w tym czasie żaden inny pies nie może nawet próbować przystawić nosa do klatki, bo Camio jasno daje do zrozumienia "One są MOJE i tylko MOJE "... Z tego powodu złości się Botis, bo dzieciuch-Camio nawet jego nie chce dopuścić do maluchów...


Camio & Ebru z Peronówki

Maluchy rozwijają się ładnie. Zaczynają im już rosnąć ząbki. Nic dziwnego - zaczynają się wspólnie bawić, a jak tu się przyczepić do futra brata/siostry jak się jest szczerbatym?

PS. W galeriach poszczególnych szczeniaków są już ich najnowsze zdjęcia...

2005.12.12

I jest afera, bo gdzie kucharek sześć..... ew. bo gdzie siedem szczeniaków...tam nadal mało.....

Każdy dorosły pies chce być tym, który opiekuje się szczeniakami. Spokój jest jedynie z Ali, bo ona zawsze jest tam, gdzie ja.... Jolka też daje noge od sikaczy. A Bolo właśnie trenuje "szybkie ewakuacje na kanapę" przygotowując się do następnych tygodni....

Ale pozostają chłopaki i Merry Bell. O ile Balrog ogranicza się do obserwacji, to pozostała trójka jest straszna. Finał opowieści jest taki, że w małej "norze" siedzą dwa cielaczki (Botis i Camio) pokazując sobie zęby "Ten szczeniaczek jest mój, TY masz ich już dużo"....

2005.12.13

Małe mają już małe ząbki. I gdy tylko wstaną jest najpierw toaleta, a potem rozbiegają się po całym pokoju. Jedzą same (choć mama też jeszcze nie ma wolnego), w wolnych chwilach szarpią swoje posłanie.... albo braciszka/siostrzyczke...W "norze" zaczyna być ciasno, więc na weekend wystawiamy "nore" a w zamian szczeniaki dostaną ogrodzony wybieg, aby mogły szaleć do woli.....

2005.12.17

Ostatnie dni pełne były nowych wrażeń. Po pierwsze przeprowadzka była szybciej niż planowaliśmy - no i zaczęło się. Rano niewyspana Alina stwierdziła, że nie może na szczeniaczki dłużej patrzeć....

Bo małe mają pomysły......

.....biegają i szaleją....

....z mamy zrobiły sobie zjeżdżalnie....

.....jak humor im dopisuje to potrafią tańczyć breakdance'a....

.....stworzyły też własny fightclub....

....i to wszystko najlepiej w nocy lub nad ranem. A gdy wstaje słońce... i my .... maluchy uznają, że pora na wypoczynek....

...w drzwiach stawiają Cerbera aka Camio (ich prywatnego bodyguarda), aby nikt im nie przeszkadzał...

...biorą coś na ząb...

......i idą spać....

A skoro śpią to można wreszcie napisać coś więcej: szczeniaki zaczynają przypominać prawdziwe wilczaki w każdym calu. Tzn ruszają się jeszcze jak kluski, ale już całkiem zgrabnie, no i szybko. Chętnie więc biegają po pokoju (albo za ogonami dorosłych psów). Potrafią szczekać, warczeć i...wyć. Jedzą karme i piją wode (choć co jakiś czas chętnie dosysają się jeszcze do Jolly). Zaczynają się też bawić ze sobą w całkiem sensowny sposób, coraz bardziej rysują się ich charakterki...

Co do wyglądu.... małe skończą jutro 4 tygodnie, a ponad połowie stoją już uszka (reszcie staną za dzień lub dwa), a to oznacza, że nie będzie kłapouszków w miocie (czyli psiaków ze zbyt długimi uszami). W świetle dziennym widać też stalowy kolor oczu, co oznacza, że dany szczeniak będzie miał później wymagane jasne oko. Z maskami jest różnie - część ma już bardzo wyraźne, części dopiero się zarysowują, ale mają na to jeszcze masę czasu.... Widać też już coraz lepiej budowe - maluchy są krótkie i zapowiadają się dobrze, choć ciężko mówić o takich kluskowatych maskotkach, że mają "ładną budowę" - na to jeszcze trochę za szybko... Jutro postaramy się zrobić pierwsze fotki "wystawowe", aby lepiej było widać budowę maluchów...

2005.12.23

Małe mają już za sobą pierwszą sesje fotograficzną. Prawdziwi z nich profesjonaliści - dawno już nie było szczeniaków, gdzie cały miot tak chętnie ustawiałby się w pozycji wystawowej i dał fotografować... Sami fotomodele i fotomodelki....

Trochę się jeszcze niektóre szczeniaki garbiły , ale i tak widać już ładny format ciałka - nie ma ani jednego szczeniaka z krótkimi nóżkami, wszystkie są krótkie, zwarte. Kątowanie nóg też zapowiada się super - żadnego mocnego wykroku tylnich kończyn, żadnych "owczarków". Uszka krótkie, stojące. Oczka jasne (ale aby były widoczne na zdjęciach potrzeba mi słońca, a ostatnio go nie widujemy ). Mordki ostre, "liskowate", więc nie będzie ciężkich 'psich' (mało wilczych) głów. Kolorystycznie bardzo wyrównane, choć z różnym akcentem - od bardziej szarego (Erra, Eury) po rudy-Tymburowaty (Eblis).

Zresztą zapraszam do galerii:
W domu - 2005.12.23

2005.12.24

Święta to dla wszystkich czas zabawy, jedzenia i odpoczynku. Tak samo było z nami i całą bandą. Codziennie coś dobrego dla psiaków, coś czego nigdy dotąd jeszcze nie próbowały. Oj, poznały masę nowych smaków i zapachów. W chwili obecnej nie ma rzeczy, które by im nie smakowały. Czyżby powtórka miotu 'C'....

Oczywiście nie obyło się bez wilczego Mikołaja - specjalnie dla szczeniaków w te rolę wcieliła się ciocia Ali....

2005.12.27

W chwili obecnej można powiedzieć, że szczeniaki się nam całkiem udały... Oczywiście pewne zmiany podczas dorastania nie są wykluczone, ale nigdy nie ma możliwości, aby ze szczeniaka długonogiego i wilczego zrobił się "nagle" krótkonogi i przysadzisty "pseudo-owczarek"..... Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak szczeniak będzie wyglądał "na 100%" w przyszłości, ale wszystkie szczeniaki będą długonogie i krótkie (to cecha typowo wilcza). Mają ładne formatowanie - żadnych "królikowatych owczarków" w miocie nie ma. Uszy stały u maluchów szybko (pod tym względem są wzorcowe, bo u wilczaków wymaga się aby uszy stały już w wieku 4-5 tygodni) i widać, że w przyszłości będą krótkie - za jakiś miesiąc lub dwa staną się niezbyt proporcjonalne , ale żaden ze szczeniaków nie będzie miał nieprawidłowych uszu "owczarkowatych", czyli jak radary... Wszystkie pieski mają oczy w jasnostalowym kolorze, a to oznacza, że wszystkie będą miały w przyszłości oczy jasne, bursztynowe, czyli takie jakie są wymagane (jasne oczy są bardzo ważne, bo one nadają "wilczy" wyraz całej głowie). Przebija się już jasna maska - przez pewien czas może nie być super wyraźna (bo linia Tamburego jest pod tym względem bardzo wilcza i tak jak u wilków, tak i u psów z tej linii maska pojawia się trochę później), ale żaden z pieskow nie będzie "czarnopyski" (biała maska jest wymagana u wilczaków - musi się pojawić najpóźniej gdzieś do 1.5 roku - jeśli nie to jest to wadą). Zwykle najtrudniej jest dokładnie określić długość ogona (u CzW powinien być krótki i w żadnym wypadku nie może być "owczarkowaty", czyli sięgać ziemi), ale już widać, że na 100% nie będą zbyt długie - psiaki mają obecnie ładne krótkie kitki. Zgryzy są w porządku, są już wyczuwalne jąderka - ale to dwie rzeczy, które zostaną dodatkowo sprawdzone przez "szefostwo" na przeglądzie miotu...
Ogólnie małe są już miniaturkami psów - nie są to jakieś ciężkie, niezgrabne, zwaliste szczeniaki. Mają bardzo ładny, zgrabny ruch, co dodatkowo potwierdza prawidłową budowe. Zwykle (choć to oczywiście żadna 100% gwarancja) ma to w przyszłości przełożenie na wynik prześwietlenia na dysplazje i ogólnie na zdrowie danego psa, powodzenie na wystawach, ale i wysportowanie oraz wytrzymałość.


2005.12.28

Będzie o jedzeniu - bo Jolka ostatecznie dała młodym szlaban na mleko. Od dziś muszą sobie radzić same - działa teraz zasada silniejszego : nie polujesz, nie jesz.

Szczeniaki są więc na swoim utrzymaniu - przez cały czas jedzą Eukanube Puppy & Junior Large Breed (dla szczeniąt i młodych psów dużych ras), która dba o odpowiednią sylwetke i rozwój stawów. Ale małe przyzwyczajone są do wszystkiego - chętnie obgryzają kości - oczywiście najlepsze są te sarnie, czy kozie. Szaleją za kawałkami mięsa (świetnie się nadają jako nagroda przy szkoleniu). Poznały różne rzeczy - zwykle jako dodatek do karmy, bo za suchymi granulami żaden wilczak nie przepada... No i dla ochrony mebli, ścian i kabli przez cały czas mają do żucia wędzone uszy, nogi i wszystko co jest w stanie wytrwać zęby wilczaka i zatrzymać jego uwagę na dłużej niż 10 min...


2005.12.29

Wreszcie mamy śnieg. Ale jest zbyt zimno, aby małe mogły szaleć na dworze. Dziś swój dzień mają więc dorosłe psy....


Alistair Wolf z Peronówki & Merry Bell z Molu Es


2005.12.31

Oj, działo się, działo. O szczegółach można wyczytać we wpisie 2005.12.31 - Sylwester Małe miały więc wesoły dzień - najpierw odwiedziny i kolejna lekcja nauki języka niemieckiego. Potem imprezka dla Camio, a wieczorem miały dosyć szaleństw. Nawet pokazy sztucznych ogni nie zrobiły na nich najmniejszego wrażenia....


2006.01.03

To chyba najważniejszy dzień w życiu maluchów, bo wreszcie przyszedł czas zaprezentować wilczki szerszej publice...

W południe załadowaliśmy całe stadko do auta i ruszyliśmy do oddalonej o 100km Zielonej Góry. Maluchy zamiłowanie do podróży wyssały chyba z mlekiem matki, bo zaraz po wyruszeniu zrobiły sobie drzemkę i obudziły się dopiero, gdy przyszła ich kolej u weterynarza.

W Zielonej czekała już na nas cała ekipa gabinetu lekarskiego pana Kłosińskiego. Robota szła taśmowo i sprawnie - każdy szczeniak był tatuowany, potem szczepienie Nobivac Puppy DP, a następnie każdy maluch stawał się psem 'europejskim' - każdy dostawał międzynarodowy paszport dla psów.
Małe spisały się na piątkę z plusem - osobiście nie lubię robić tatuaży, bo to jednak boli i będe pierwszą osobą, która z nich zrezygnuje, gdy tylko Związek Kynologiczny da taką możliwość (chipy są dodatkowo o wiele bardziej praktyczne). Ale szczeniakom to kompletnie nie przeszkadzało - chwila płaczu, ale postawione na ziemi od razu odzyskiwały doskonały humor i zamiast rozczulać się nad sobą zaczynały zwiedzać gabinet weterynarza (zauważyłam, że dla czworonogów są to zawsze bardzo interesujące miejsca - tyle zapachów i dziwnych rzeczy na raz).

Zostało nam trochę czasu, więc zaraz po wyjściu z kliniki zrobiliśmy sobie mały spacer. Miejsce idealne, bo klinika mieści się w budynku szkoły. Oj, maluchy robiły furore - i same też się doskonale bawiły. Z radością witały rodziców i dzieci. Zero strachu, obawy, czy cofania się przed obcymi osobami. Wszystko jest dla nich interesujące, każda osoba to przyjaciel. Widać, że najchętniej zostałyby tutaj dłuższy czas. Ale musieliśmy się pakować, bo w Związku czekała na nas komisja hodowlana.

Oceny dokonał Stanisław Pasek - przewodniczący naszego odziału, długoletni hodowca owczarków, a zarazem szef oddziałowej komisji szkolenia psów. Czyli poprzeczka była ustawiona wysoko. Wszystkie maluchy miały skontrolowane zgryzy, brzuszki (czy nie mają przepukliny), a pieski jąderka. Każdy szczeniak został oceniony w ruchu i pod względem podstawowej "psiej" poprawności budowy. Wszystkie maluchy zaprezentowały się chętnie - zresztą czego miały się bać - niczego nie musiały ukrywać... Mamy więc pozytywnie zaliczony przegląd, ładny opis miotu i niedługo Związek prześle nam metryczki dla maluchów.

Skoro papierkowa robota została wykonana mogliśmy sobie poszaleć - ruszyliśmy na zakupy. Do domu wracaliśmy późno w nocy obładowani smakołykami dla psów, małe zadowolone spały w klatce (zaokraglone od zjedzonego mięska, które dostały w nagrodę "za grzeczne czekanie w aucie").


2005.01.05


Bolton, Alistair & Rossella

Dziś przyszedł czas na pierwsze rozstanie - do nowego domu pojechała Eblis. Termin odbioru szczeniaków przypada dopiero za tydzień, ale mała zamieszka we Włoszech i stąd całe zamieszanie. Podróż samochodem o tej porze roku to masa godzin straconych na trasie. Dlatego Rossella przyleciała do nas samolotem i to właśnie w ten sposób do nowego domu miała się udać Eblis. Jednak na pokład wpuszczane są jedynie małe psy, które nie ważą więcej niż 5 kg, a Eblis szybko zbliżała się do tej granicy.... Nie można było więc czekać, aż mała będzie miała 8 tygodni....

Przed północą Eblis wraz z nową właścicielką były już na miejscu. W domu małą powitał radośnie Ascu-Wani Impronta del Lupo - to będzie jej nowy chłopak... Zdecydowanie mniej zadowolona (a raczej kompletnie niezadowolona ) była suczka Laguna Crying Wolf. Ale jej dzieciństwo upłynęło w kojcu i teraz nie potrafi się dogadywać z innymi psami...

Rossella jest osobą, która chyba najdłużej czekała na szczeniaczka z tego miotu. Zgłosiła się tuż po narodzinach miotu 'B, czyli dwa lata temu. W zeszłym roku z miotem Jolly nie wyszło, ale jak ktoś wie czego chce to czas się nie liczy - postanowiła poczekać. I w tym roku się udało. Ascu ma wreszcie przyjaciółke - Eblis zapowiada się na ładna suczkę, która powinna się spodobać nie tylko jemu, ale i na wystawach, bo przewidziana jest dla niej kariera wystawowa...


2005.01.06

Pogoda ostatnio znacznie się popsuła. Większość śniegu zniknęła, zrobiło się brudno i szaro. Ale małym to nie przeszkadza - nadal wychodzimy na krótkie spacery na dwór. Maluchy za tym przepadają - buszują po całym podwórku, bawią się z resztą stada, wykopują spod śniegu stare kości pochowane przez Camio. I z dnia na dzień są w stanie przebywać na dworze coraz dłużej, a ich futro robi się jeszcze ładniejsze....


2005.01.07

Zapadła decyzja, że i Envy szybciej pojedzie do nowego domu. To nie będzie ciężkie rozstanie, bo wraz z nową właścicielką zamieszka w Katowicach, które jakoś dosyć często znajdują się na trasie naszych przejazdów. Odwiedzimy go więc pewnie nie raz.

Envy to piesek z charakterkiem - bardziej samodzielny od innych szczeniaczków, ale nie jakiś odludek: zawsze chętnie się z nami bawił; lubi przebywać z ludźmi. On po prostu wie, że w życiu sobie doskonałe poradzi, dobrze wie, ile jest wart i tą pewność doskonale po nim widać... Jeśli uda się mu tak samo prezentować w ringu wystawowym, to pewnie dołączy do grupy tzn "urodzonych zwyciężców" - bo psy z charakterem zawsze rzucają się w oczy.... Zobaczymy więc, czy tak zostanie mu w przyszłości...


2006.01.08

No i stado się nam mocno zmniejszyło. Ale niezbyt to widać, bo reszta stada nadrabia braki. Bawią się ze sobą nie tylko szczeniaki, ale i dorosłe psy. Jedynie po spacerze robi się na jakiś czas trochę spokojniej...


2006.01.10

Pamiętam jak przed rokiem podczas kręcenia zdjęc dla BBC weterynarz zajmujący się na codzień wilkami w Bieszczadach mówił, że mały Camio i Cheitan wyglądają dokładnie tak jak młode wilczki. To samo potwierdził właściciel Wolfparku z Węgier...i jego wilczyca-alfa, która "adoptowała" Camio... Ale trzeba przyznać, że rzeczywiście jak się porówna fotki prawdziwych młodych wilków europejskich.....

....z fotkami młodych wilczaków z naszej hodowli....


Erra z Peronówki


Eligo z Peronówki

to trzeba przyznać, że hodowla tej rasy idzie w dobrym kierunku i udaje się wyhodować wilczaki, które coraz bardziej upodabniają się do wilków, czyli do tego, jak powinien wyglądać wzorcowy pies tej rasy...

Ale i w innych hodowlach coraz rzadziej widuje się ciężkie, masywne i 'papusiowate' szczeniaki, które z czasem wyrastają na psy, które bardziej przypominają niezbyt rasowe owczarki niemieckie niż typowego CzW. Obecnie widać powszechny wpływ "wilczych" reproduktorów ze Słowacji i coraz wiecej jest małych 'lisków' , które później wyrastają na całkiem spore 'wilczki'....

2006.01.14
Eury jest z miotu najciemniejszy i teoretycznie najspokojniejszy, bo "spokojny" jak na wilczaka.. I to wilczaka po Jolly..... Nie jest to więc żadną "ciepłą kluchą" - ma dzień podzielony na "czas na spanie" i "czas na zabawę"... Do jednego i drugiego bardzo się przykłada: gdy śpi to jest z niego kochane psisko, ale gdy zaczyna zabawę zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście słowo "spokojny" do wilczaka wogóle pasuje...

Eury zamieszkał "pod Warszawą", w okolicach Zalesia Górnego. Ale pewnie od czasu do czasu będzie robił sobie spacery po Polach Mokotowskich.....

2006.01.17
Erra w miocie wyróżnia się tym, czym jej mama - Jolly - wyróżniała się w swoim. Gdybym miała określić ją jednym słowem to brzmiałoby ono: bystra. Erra nie jest żadna ciapą czy śpiochem (ale też żadna z suczek taka nie jest) - często się rusza, wraz z Ebru najszybciej nauczyła się wchodzić w każde zakazane miejsce: z jednej strony dzięki "sportowej " budowie, z drugiej widać, że potrafi nieźle główkować. Zawsze znajdzie wyjście z każdej sytuacji i dokładnie wie czego chce. Po prostu to piesek z charakterkiem. Ale z drugiej strony nie jest to żadna dominująca "Helga" - chętnie szuka kontaktu z ludźmi, nie boi się, chętnie współpracuje. Zawsze stara się być u nas w pobliżu. Nie będzie to więc ostra i chętna do zaczepek suczka, ale trzeba będzie jej poświęcić sporo czasu, bo Erra nie lubi się nudzić.... Oj, nie lubi....

2006.01.27
Ebru Baster pierwszy nauczył się biegać i pierwszy chodził na zwiedzanie mieszkania. Taki mały sportowiec, ale nie jest samoludkiem. Wręcz przeciwnie - chętnie szuka kontaktu z człowiekiem.... Zawsze stara się być blisko nas i na nasz widok zawsze pędzi ile sił. A ponieważ nie jest żarłokiem, więc nie można tego wytłumaczyć, że biegnie po to, aby coś dostać do jedzenia...

Jego umiejętność szybkiego nawiązywania kontaktów przyda mu się w nowym domu, bo Baster zamieszkał w wielkim mieście - stał się obywatelem Wrocławia....

 

2006.02.02
Historia w która "wplątana" jest Eresh zaczęła się już kilka miesięcy temu.... ile było zwrotów akcji, smutnych zakończeń, niespełnionych oczekiwań...to już tylko właścicielka Eresh wie.... Biorąc więc pod uwagę całą historię to Eresh było chyba po prostu przeznaczone, że trafi właśnie do Bożeny...

Jaka jest Mała? Imię ma po mezopotańskiej bogini (czyli jak wszystkie imona naszych szczeniaczków jej imię ma drugie dno) i dokładnie taka jest - wie ile jest warta i na co ją stać.... Niczego się nie boji i przed niczym się nie cofa - zawsze jest tam, gdzie coś się dzieje. A jak się nic nie dzieje to zaczyna się dziać....właśnie dzięki Eresh......

Nie interesuje się innymi szczeniakami - przyjaźni się jedynie z Wielkimi psami....

...doskonale wie, że miejsce innych psów jest na podłodze, ale nie JEJ! Dla niej są kanapy....

...sypia wyłącznie na puchowych poduszkach...

...i już teraz wie, że mężczyzni będą leżeć u jej stóp...

..... tak więc biada Maxowi, bo to jego nowa dziewczyna....