2002.08.17-25 - Letni obóz dla właścicieli wilczaków w Bystrej (SK)

Dzięki internetowym stronom KCHČSV SR (Klubu Hodowców Czechosłowackiego Wilczaka w Słowacji) udało się nam w tym roku uzyskać dokładne informacje o obozie w Słowacji. Chwila namysłu i zapada decyzja: JEDZIEMY!!

Jak zwykle najwięcej czasu zajęło nam dotarcie do granicy. Potem wszystko poszło już jak po maśle: droga przez malownicze góry, bezproblemowe dotarcie i znalezienie "chatovej osady Bystrá", która leży w pasie ochronnym Parku Narodowego Nízke Tatry. Na miejscu powitała nas Soňa Bognárová, która zatroszczyła się o to, by nasze zakwaterowanie przebiegło szybko i bezproblemowo. Dwie godziny później byliśmy już rozpakowani i zadomowieni.

Do wyboru dla gości stały kilkuosobowe chatki (stojące o podnóża gór) lub własny namiot. Na terenie znajdował się również basen (dla ludzi) i rzeczka (dla psów). Do baru i jednocześnie jadalni było około 100 metrów. Trzy razy tyle było do łąki, na której czworonogi mogły biegać do woli. Czego można chcieć więcej... Nawet pogoda była jak na zamówienie.

Tradycyjnie już dla takich spotkań uczestnictwo było międzynarodowe. Przybyli właściciele wilczaków ze Słowacji, Czech, Polski, Niemiec, Holandii i Słowenii. Wielu z nich spotyka się na obozie już od wielu lat.

Program dnia pozostawiał sporo czasu na odpoczynek (o ile ktoś nie biegał tak jak my za każdym napotkanym tam psiakiem). Po śniadaniu a potem po obiedzie lub kolacji odbywały się treningi posłuszeństwa, a następnie obrony. Na posłuszeństwie można było ćwiczyć w jednej z dwóch grup: dla początkujących i dla zaawansowanych. Wykonywanie ćwiczeń nadzorowały: Marcela Miklánková, Mária Glosová i Soňa Bognárová. Dowodzenie na obronie, a czasem i na posłuszeństwie przejmowali goście z Czech: Ivo Eichler i Jirka Matějka. Nie można było się z nimi nudzić, zawsze mieli dla nas masę rad i wskazówek oraz jakieś nowe pomysły, jak np. widowiskowa "uliczka" czy wspólne "polowanie" na pozoranta. Pokazali nam jak szybko nauczyć psa, by podczas chodzenia przy nodze widowiskowo "kleił się" do nas i nie odstępował na krok. Nic dziwnego, że podczas ćwiczeń na łące zawsze był tłok: oprócz ponad 30 CzW spotykały się tam całe rodziny obserwujące poczynania swoich milusińskich.

Kto nie miał ochoty na zajęcia z psem mógł robić sobie wycieczki w góry, do pobliskich miasteczek, zwiedzić tamtejszą jaskinie, trochę się poopalać lub spędzić część dnia w ogródku przy barze.

Każdy dzień kończył się wspólnym ogniskiem. Role "pana domu" pełnił wtedy Ján Polóny, który pilnował, by każdy nowoprzybyły krótko się przedstawił i powiedział kilka słów o sobie i swoim czworonogu. Był to doskonały pomysł na szybkie zapoznanie się. Nikt nie był pozostawiony sam sobie; nikt nie stał na uboczu. Takie wspólne wieczory nadawały obozowi bardzo rodzinną atmosfere. I nawet tacy nowicjusze jak my nie mogli czuć się samotni czy zapomniani.

Czym byłby obóz bez odrobiny sportu: w zorganizowanym biegu orientacyjnym wzięli udział wszyscy, czasem z psem biegły całe rodziny. Zabawa była przednia, a pomysły organizatora czasem zaskakujące i bardzo widowiskowe.

Nie zabrakło też wymarszu w góry. Ten planowany 5-godzinny spacer z wioski Vysná Boca do chaty M.R. Stefanika położonej na wysokości 1740 m n.p.m tuż koło góry Ďumbier, a potem z powrotem do Vysnej Boki przez przełęcz Čertovica (1233 m n.p.m) zamienił się dla niektórych w 9-godzinną wyprawe. Na szczęście pogoda i humory dopisały. Choć w nocy nawet psy nie miały ochoty na robienie hałasu.

Obóz zakończył się w sobotę bonitacją i zlotem młodych. Nie zabrakło na niej także słowackiego ojca rasy - Dr. Františka Rosíka, który słysząc o liczbie właścicieli i psów, które gościły w Bystrej nie mógł usiedzieć w domu i w wpadł w odwiedziny.

O powodzeniu tej imprezy doskonale mówią liczby - jest to jedyny letni obóz organizowany co roku na Słowacji i każdy hodowca i właściciel uważa za punkt honoru pojawienie się na nim choćby na jeden dzień. Z tego powodu przez teren "taboru" przewinęło się dużo ponad 100 właścicieli i fanów CzW, pojawiło się ponad 50 psów tej rasy. Na treningach ćwiczyło codziennie ponad 30 wilczaków. Już samo to powoduje, że impreza ta powinna być obowiazkową pozycją w kalendarzu każdego fana czeweczek, bez względu na kraj jego pochodzenia.

Co mam jeszcze dodać? Że bardzo się nam tam podobało? Że świetnie się bawiliśmy? Że za rok na pewno ponownie przyjedziemy? Że na pewno dołączą do nas nowi właściciele CzW, którym tym razem brakło czasu na wyjazd do Bystrej? Bo generalnie obóz w Bystrej miał tylko jedna, ale za to ogromną wadę - zbyt szybko się skończył....

Margo