2005.12.01 - Rodzinne spotkanie miotu 'C'

Dzisiaj mieliśmy odwiedziny. Do spotkania przygotowywaliśmy się pieczołowicie. Najpierw pochowaliśmy całe jedzenie w domu, każde małe ciasteczko, każdy sucharek, bo w odwiedziny przyjeżdża SIOSTRA CHEITANKA - Culsu, a tego nie trzeba komentować.

Margo, przezorna postanowiła ewakuować się do Frankfurtu i zapowiedziała swój powrót dopiero po 16:00. Zostałem sam na polu bitwy . Pierwsze starcie było do przewidzenia: ubyło kilka ciastek, ale resztę udało się uratować . W odwecie postanowiłem wyciągnąć naszą tajną broń, Camio . I to było to. Młoda na początku nie poznała braciszka, a on trochę na nią pomruczał, ale chyba szybko dotarło do obu, że się znają i zabawom nie było końca. Do całej imprezy dołączył się potem jeszcze Balrog. Ali doszła do wniosku, że do poziomu młodzieży nie będzie się zniżać i jedynie kontrolowała co trochę, czy Culsu jeszcze pamięta, kto jest jej mamuśką, a rodziców trzeba słuchać. W przelocie imprezowiczów skontrolowała jeszcze babcia Jolly, ale tylko krótko, bo szczeniaczki czekały i nie miała czasu na głupoty. No i oczywiście Bolton - Culsu trochę się speszyła widząć takiego małego kucyka-wilczaka, ale Boluś był nadzwyczai uprzejmy . Niedługo potem wszystkie szalały na dworze. Nawet Jolly postanowiła dołączyć się do zabaw.

Po 14:00 przyszedł czas na pożegnanie gości, ale opuszczały nas jedynie dwunogi. Bo Culsu ma teraz zafundowany weekend w ojczyźnie . Dwa dni spędzi u nas, a na sobotę zaplanowaliśmy wyjazd na wystawę do Nowej Rudy.

A poniżej zdjęcie szczęśliwej rodzinki:


Ali, Camio i Culsu