2003.10.18 - Bonitacja w Hostivicach, czyli klubowy cyrk na kółkach....

Eeeee....nie było aż tak źle. Jak zwykle przy takich spotkaniach mieliśmy szanse porozmawiać z hodowcami i właścicielami CzW w Czechach. Spotkaliśmy masę starych znajomych, a i poznaliśmy kilka nowych przesympatycznych psiaczków. Było bardzo miło...

Szkoda tylko, że bar nie dopisał. Podobno z powodu wewnętrznych rozgrywek bojkot przeglądu hodowlanego zrobiła stara ekipa baru. Nie wiem komu chcieli dogryźć, ale udało im się wykonać 200% normy i dali kopa wszystkim. Nowa obsługa nie chciała długo siedzieć, zwinęła się koło południa, więc spotkanie klubu odbyło się przy pustych stołach i w smętnej atmosferze....

Sam przegląd ciągnął się w nieskończoność, co akurat nie jest minusem, bo potrzeba w Czechach większej ilości psów hodowlanych. Dobrze, że niektórym hodowcom udaje się namówić większość właścicieli szczeniąt, by wzięli udział w przeglądzie młodych. Rekord w tym roku przypadł Lucce ("Eden severu"). Ma być z czego dumna...

Generalnie cały przegląd obserwowaliśmy jedynie kątem oka, rozmawiając przy tym ze znajomymi i robiąc zdjęcia. Do ringu podeszliśmy na dłużej, gdy weszła na niego Aset Voodoo od Miszy. Trzeba przyznać, że mała zaprezentowała się ładnie - wiele psiaków było nieprzygotowanych do mierzenia, bały się komisji, trzeba je było ustawiać pod murem. Voodoo jak to Voodoo - kto był w Późnej to wie o czym mówię: z typowym dla niej poczuciem humoru dała się zmierzyć, obejrzeć, ani trochę nie bała się miłego młodego pana, który na nią pomachał ręką ("pozorant" ubrany był w strój cywilny i nie miał rękawa). Potem zaczęła się z nim bawić, kończąc 'pokaz' udanym atakiem na jego rekaw.
Misza była z niej dumna - okazało się, że ma powód do dumy, bo mała dostała kod bonitacyjny bez wad i ocene doskonałą.

Mnie osobiście zastanowiła inna sprawa i nadal siedzę i główkuję: Aset dostała w opisie charakteru kod Og, czyli "sanquinik - mniej odważny". I teraz zastanawiam się do czego odnosi się to 'mniej odważny'? Jak w takim razie wygląda szczeniak z charakterem Of "sangwinik - opanowany, wyrównany"? Bo moja wiedza uzyskana z opracowań typów charakteru legła w gruzach. Voodoo była mniej odważna, bo nie odważyła się zabić miłego pana machającego ręka na "teście charakteru"? Czy rzeczywiście komisja oczekiwała po psach, które dopiero co pokończyły 6 miesięcy, że będą się (w zasadzie) bez powodu rzucały na ludzi? Na takie psy TA komisja chce selekcjonować wilczaki? Jeśli tak, to mam nadzieję, że wszystkie polskie wilczaki skończa na Og....

Ale co miłe szybko się kończy i zaczyna się zebranie Klubu Hodowców Czechosłowackiego Wilczaka w Czechach, czyli małe czeskie piekiełko.

Powrócił temat mieszańców (tzw. Mutar) pochodzących od OWCZARKOWATEGO KUNDELKA i BIAŁEJ KANADYJSKIEJ wilczycy, ale wstyd o tym pisać - a to ze względu na poziom na jakim toczyła się dyskusja. Żenada.
Na internecie powiedziano nam, że jeśli chcemy o tym dyskutować, to możemy na spotkaniu. A na spotkaniu dano nam 5 minut(!!!), bo niby nie było czasu. Na internecie powiedziano nam, że wyjaśnienia dostaniemy "w realu", a na spotkaniu twierdzono, że wszystko jest na internecie.


Pani, odpowiedzialna za cały przekręt z 'kanadyjkami', której zadano proste pytanie: "czy jeśli wszystko pójdzie dobrze, to czy po 4 generacjach te kundelki pójdą do hodowli jako wilczaki?" odpowiadała "nie wiem". A pytanie wydaje się być dziecinne łatwe, tak samo jak odpowiedzi "tak" lub "nie". Miła pani w wyjaśnianiu tego "nie wiem" posunęła się do argumentów w stylu: przecież za kilka lat może być koniec świata i wtedy będzie bez znaczenia, czy pójdą, czy nie...
Miła pani wyjaśniając dlaczego jej krzyżówka na wystawie WILCZAKÓW dostała ocenę "bardzo dobrą" (na co nie zasługuje ze względu na nietypowy wygląd) odpowiedziała, że to nie jej wina, że niektórzy właściciele mają psy, które są tak słabe, że dostaja jedynie ocenę "bardzo dobrą".


Jedna z Mutar: Audrey Lupo.
Według autorów nielegalnego projektu doskonały przedstawiciel wilczaka
....ale zdecydowanie nie CZECHOSŁOWACKIEGO


Trzeba przyznać, że taka głupota poraziła wiele osób - po prostu widac było, jak po tych tłumaczeniach ludziom poopadały ręce. Rzeczywiście na pytania ludzi padły odpowiedzi na poziomie przedszkola (no, OK, czasem może nawet zerówki - przedszkolaki, bez urazy! ). Pozostaje mieć nadzieję, że krzyżówki mają trochę większy rozumek niż ich właściciele i postanowią jednak nigdy nie mieć szczeniąt...

Podczas rozmowy okazało się, że Słowacki Klub przesłał oficjalny protest do Czeskiego Klubu. Ale co zrobi czeska komisja hodowlana? Zignoruje go, bo mimo, że protest jest oficjalny, z pieczątkami, to podpisała go TYLKO JEDNA osoba, czyli zostanie on potraktowany jak zwyczajny liścik od jakiegoś słowackiego hodowcy. Wiem, kto podpisał się pod protestem w imieniu słowackiego klubu i nazywanie tej osoby "jakimś tam słowackim hodowcą" jest niczym innym jak okazaniem OGROMNEJ ignorancji jeśli chodzi o znajomość osób i rasy, bo była to PRZEWODNICZĄCA Słowackiego Klubu CzW.
Każdy początkujący w rasie wie, że jeśli jej nazwisko stoi na proteście, to jest to BARDZO POWAŻNY list, a nie wypociny jakiegoś nudzącego się Słowaka.
Ale dobrze wiedzieć, że jeśli kiedyś będziemy pisali do Czechów oficjalne pismo, to nie starczy, żeby było OFICJALNE. Musi być na nim jeszcze podpis Kwaśniewskiego i pieczęć papieża. Może wtedy co niektórzy podejdą do niego z odpowiednią powagą....

ALE PRZECHODZĘ DO SEDNA:
I tu mały wstęp: od jakiegoś czasu publikujemy na stronach (głównie na czeskiej wersji) artykuły pana Hartla o rasie. Od jakiegoś miesiąca przy każdym artykule zaczęło się pojawiać "Skopiowane ze stron Cswolfdog" (czyli oficjalnych stron klubu). Na początku nie wiedziałam co jest grane. Klubowe strony słyną z tego, że powstały z materiałów wziętych z Wolfdoga, ich baza powstała na podstawie naszej bazy, którą sama im przesłałam, bo obiecywali mi przesyłanie danych o uzupełnieniach (a ja głupia uwierzyłam w te piękne słówka i zrobili mnie w konia, bo od dwóch lat o danych od nich ani widu, ani słychu, a bazę używają i nawet uzupełniają na podstawie naszych stron).
Wreszcie Przemek wpadł na pomysł, że może ta osóbka nie wie, że otrzymaliśmy pozwolenie od pana Hartla na publikowanie i tłumaczenie WSZYSTKICH jego tekstów na bonitacji na początku tego roku, czyli zanim zaczęliśmy publikacje tekstów. Wiedziałam jaką zawiść czują niektóre osoby w Czechach w stosunku do tego serwisu (Wolfdog.org) i chciałam się odpowiednio zabezpieczyć. Panu Hartlowi zawsze zależało na tej rasie i nic dziwnego, że się zgodził. Co więcej - dał nam 'cynk', że niedługo ukaże się jeszcze jeden jego artykuł w czeskiej gazecie i nawet jego możemy opublikować.

Niestety byłam naiwna i nie doceniłam nienawiści zaślepiającej niektóre osoby. Myślałam, że nie można upaść tak nisko, ale zeszmaciły się one (sorry, za to słowo, ale niestety odpowiada prawdzie ) do końca. Udało im się wymóc na Hartlu cofnięcie pozwolenia. Dostałam od niego pisemko, w którym "prosi" mnie, że o każdy artykuł mam się go pytać osobno.
Nie interesuje mnie udział w tym czeskim piekiełku i nie mam zamiaru, czasu, ani forsy wysyłać do pana Hartla potwierdzonej notarialnie prośby o publikacje danego tekstu. Nie mam ochoty czekać na oficjalne pismo oznaczające jego zgodę. Nie mam ochoty mieć nic wspólnego z osobami, które tak zaślepione są nienawiścią, prywatą i głupotą, że zrobią wszystko by zaszkodzić innym, byleby postawić na swoim. Jest mi niezmiernie przykro, że osoba, której słowo było dla mnie ze stali dała się w to wszystko sciągnąć. Niestety obecna sytuacja w klubie aż zbyt jaskrawo przypomina scenę z "Władcy Pierścieni: Dwie Wieże" z dworu króla Theodena. Tyle, że wokół Hartla tych Smoczych Języków nagromadziło się więcej niż tylko jeden...

Co to oznacza? Że w najbliższym czasie z Wolfdoga zostaną skasowane WSZYSTKIE artykuły napisane przez pana Hartla. Więc jeśli ktoś z Was chce, to zapiszcie je gdzieś sobie na dysku, bo od przyszłego tygodnia będą dostępne w "jedynym, słusznym języku", czyli po czesku i tylko na stronach klubu. A autorom przekrętu gratuluję pomysłu - taka głupotą nigdy nie dałabym rady się wykazać!