2004.09.05-07 - Spotkanie właścicieli CzW w Późnej (PL)

Ile czeweczek zmieści się w jednym ogródku? Już trzeci raz sprawdzamy to w Peronówce i okazuje się ze coraz więcej i więcej. III Spotkanie Właścicieli Czechosłowackich Wilczaków w Polsce było wyjątkowo liczne i ciekawe. Liczne - bo stawiło się około 40 wilczaków, a ciekawe - bo oprócz zawodów odbyła się pierwsza w Polsce bonitacja!

Tak jak i w ubiegłym roku goście zaczęli się zjeżdżać w piątek i w nocy z piątku na sobotę. Jak zwykle było bardzo międzynarodowo - Polacy oczywiście najliczniejsi, Czesi, pierwszy raz Słowacy, Niemcy, Francuzi i stali goście z dalekiej Rosji.

Niektórzy hodowcy są jak magnes, trzymają właścicieli swoich szczeniaków w pobliżu, wiec w większości były czeweczki z przydomkami "z Peronówki", "Šedý chlup" i "Eden Severu". Pomimo tylu psów obeszło się bez walk i pogryzień, było naprawdę miło i spokojnie. Pogoda była zamówiona już dużo wcześniej, więc pieski prezentowały się znakomicie w gorącym wrześniowym słońcu. Nie brakowało jedzenia ani picia (można było pobawić się w grilowanie, "postawić" na słodkie, albo poprzestać na piwie z beczki) ani dobrego towarzystwa, więc niczego więcej nie potrzebowaliśmy by dobrze się bawić.

Ale zanim mogliśmy się wyluzować większość z nas oczekiwała w stresie na bonitacje. Pierwszy raz w Polsce a zarazem jeden z rekordów liczebności bonitacji - w sumie na przeglądzie młodych i dorosłych - było 23 CzW!!! Oceniała nas sędzina ze Słowacji - pani Soňa Bognárová. Podziwialiśmy jej dokładność, uprzejmość i wytrwałość (parę godzin stała na słońcu, prawie bez odpoczynku, ale cały czas z uśmiechem). Pieski były wyjątkowo spokojne, grzecznie pozwalały się mierzyć i oglądać, pewnie tez czuły klimat "tej historycznej daty". Wilczaki mieszkające w Polsce okazały się doskonałymi przedstawicielami rasy, w większości bez problemów z charakterem czy eksterierem.

Równocześnie z bonitacją odbywały się zawody organizowane przez Pavla. Tak jak i w zeszłym roku były ćwiczenia z posłuszeństwa, były też znane nam i zawsze wszystkich rozbawiające próby wożenia wilczaków na taczkach, były tez ćwiczenia z obrony. Posłuszeństwo połączone było z sytuacjami nietypowymi, kiedy np. właściciel ma usiąść lub położyć się razem z psem. Uczestników była cała masa, więc zawody przeciągnęły się do wieczora. W grupie dorosłej wygrała ponownie Lucka z Julie z Litavske Kotliny, a w grupie szczeniąt Przemek z Balrogiem z Peronówki. Wspominaliśmy też Hokiego, który rok temu nas opuścił, a którego pamięci poświęcone były zawody. Po zawodach psy poszły spać, a właściciele na piwo. Jeszcze przed zmrokiem było ogłoszenie wyników bonitacji, a później zawodów. Potem wręczenie nagród i dużo oklasków. Mieliśmy też Parę Młodą - Misze i Petera, więc szampan "lal się strumieniami". Co do alkoholu to nie wiem czy ktoś zliczał, ale to naprawdę były "wanny": 2 beczki piwa, szampany, wina, fernety... Szaleństwo, ale ludzi było też sporo, więc jakoś nikt nie chorował następnego dnia.

W niedziele wstaliśmy wcześniej, bo w Zielonej Górze miała odbyć się Krajowa Wystawa Psów. Po gigantycznym korku przed wjazdem, można było spodziewać się najgorszego w środku, ale wystawa przebiegła spokojnie, bez upadków i bez wzlotów. Jak zwykle w Zielonej Górze - było wyjątkowo dużo wilczaków, była też liczna, 5-cio psowa grupa hodowlana "z Peronówki".

Najbardziej radosnym wydarzeniem tego zlotu był dla mnie doskonały wynik bonitacji Amberka, i innych "polskich" wilczaków.

Najsmutniejszym był widok brata Amberka - Anubisa - pieska o pięknej głowie, cudownym wilczym eksterierze, ale o fatalnej kondycji i zupełnie zaniedbanym charakterze. Pamiętam Anubiska jako szczeniaka: wyróżniał się wielkością (był duży!) i bardzo mocnym charakterem (ustawiał resztę dzieciaków) i byłam pewna, ze wyrośnie na dużego, silnego, pięknego wilczaka, o pewnym siebie a nawet może za pewnym charakterze. Tymczasem - nie wiem co się stało - pies jest malutki, strasznie chudy i zupełnie niezsocjalizowany. Szkoda!

Takie spotkania dają nam okazje poznać nowe wilczaki, zobaczyć jakie są naprawdę (a nie tylko na zdjęciach w internecie), wymienić się uwagami i obserwacjami, no i najważniejsze - dobrze się bawić! Z roku na rok jest nas coraz więcej w Peronówce we wrześniu, nie wiem jak to się skończy.. pewnie ich wygonią ze wsi Mimo tego i tak przyjedziemy, więc do zobaczenia za rok!!!

Ela (Polska)

-----------------------

Wyruszyliśmy w piątek pełnym autem, ja, Verča, Julie z Litavské kotliny (Elza), Lupus Crying Wolf (Lexík) i Chita z Ivančiny zahrady (ON). Inka została w domu, ponieważ z tak dużym brzuchem, jaki ma, nie weszłaby do autka .

Dojechaliśmy bez problemu. W Późnej była już masa ludzi i po powitaniu i pierwszym jedzeniu czekało na nas pierwsze zadanie - postawić namiot. Wydaje się łatwe, tylko, że zdecydowałam się wyciągnąć mój śliczny namiocik dla sześciu osób. Gdy wypakowaliśmy ten "spadochron", chwile pomyślałyśmy, że chyba będziemy musiały spać w aucie, ale potem nadbiegli przyjaciele ze Słowacji pod dowodzeniem Luboša Medveckégo, który prostymi komendami "Pchać!, "Przesuwać!", "Ciagnąć!", "Do góry!", "Na dół!" doprowadził wszystko do szczęśliwego zakończenia. Nasz hangar stał! A do tego, jak potem zauważyliśmy, w strategicznym miejscu - zaraz koło toalety!

No a potem tylko same superlatywy - zabawa i zabawa, była tam nas już piękna garstka, a do późnych godzin oczekiwaliśmy na przyjazd sporej grupy przyjaciół, którzy z Czech do Późnej "skrócili" sobie drogę przez Wrocław. I jak to już bywa, całe debatowanie przeciągnęło się do rana.

Sobota: Najważniejszy dzień. Czekały nas według planu przygląd młodych, bonitacja, zawody i coursing. Jednak dzień jest strasznie krótki i nie mogliśmy wykonać planu. Zawody (1 kategoria początkujących) i przegląd młodych oraz bonitacja zaczęły się z powodu dużej liczby uczestników prawie jedncześnie i bywało, że niektórzy nie dali rady być w dwóch miejscach jednocześnie. I dlatego niektórzy nie widzieli wszystkich zawodników kategorii początkujących (pod dowodzeniem Marceli Pluhařovéj i Pavla Hanušky), a niektórzy zaś całego przeglądu i bonitacji (pod dowodzeniem Soni Bognárovéj). Ja tego "trochęchaosu" nie czułam, ponieważ zgłosiliąmy się do 2. grupy zawodów i w ten sposób z Lexíkem, który się "przeglądał" obserwowaliśmy na słoneczku przebieg przeglądu i bonitacji, a było nam super. Verča z Míšą van Erne podjęła się zapisywania i też była w swoim zywiole.

Po obiadku trzeba było jednak zrobić jeszcze drugą część bonitacji (charakter) i drugą część zawodów. A potem okazało się, że na coursing naprawdę nie ma już czasu - szkoda, następnym razem. Ale i tak przeżyć i uciechy było tyle, że na jeden dzień już więcej węjść nie mogło.

Wieczorem pięknie pachniało mięsko na grilu, którym jak zwykle opiekowali się Tomáš, Renata i Diouš (Iky od Úhoště). No a potem goszczono się, pito, i gadano, gadano, aha i rozdano nagrody dla zwyciężców zawodów i podarki dla jubilatów (mi też )

A jak wypadły zawody? W pierwszej kategorii wygrał Balrog z Przemkem A w drugiej kategorii - dumnie oznajmiam, że po raz drugi moja Elzina!!! (damy też radę trzeci raz!!! prawda?!)

Niedziela: Niemiłe wstawanie po krótkim spaniu i hura na wystawe! Mnie czekało pakowanie hangaru, ale zwijanie szło na szczęście lepiej!

I na zakończenie: A ja. Ja miałam ponownie mile spędzony weekend. Lexík także wyglądał na zadowolonego - wykopał sobie piękną wielką dziurę pod drzewem (wybacz Przemku, pewnie musiałeś ją zakopać). Elza pięknie pobiła pozoranta Tomáše Dvořáčka, bardzo się jej to podobało (wybacz Tomášu te podrapane nogi). Chita pięknie gryzła, bardzo ją to bawiło (wybacz Tomášu to ganianie). A Verča, ta pytowała całą drogę i wypytywała się, kiedy pojedziemy gdzieś znowu.

Tak więc Margo, Přemku, Pavle .. DZIĘKI!!!

Za team EDEN SEVERU Lucka Novoveská (Czechy)

-----------------------

Tegoroczne, już 3. spotkanie CzW w Polsce (oficjalnie nazwane "polskie", ale myślę, że bardziej pasuje "międzynarodowe") było naprawdę masowe. Akcja ponownie trochę się rozrosła. Cała ilość uczestników przekroczyła granice 40 (w sumie przyjechały 44 psy). Tym razem program składał się jedynie z 3 głównych punktów. W sobotę był to przegląd młodych, bonitacja i zawody, a w niedziele tradycyjnie wystawa w Zielonej Górze. Skład uczestników był naprawdę międzynarodowy. Przyjechały psy z Polski, Niemiec, Czech i Słowacji, Francji i Rosji.

Planowany sobotni plan naruszyła nieoczekiwanie duża ilość psów, które zgłosiły się na przegląd i bonitacje. Dlatego zawody musiały przebiegać prawie jednocześnie z bonitacją. Bonitacja i przegląd przebiegły bez większych problemów, ale za do trzeba podziękować słowackiej sędzinie klubowej Soni Bognárovéj, która wytrzymała ten całodniowy młyn bez znaku zmęczenia. W sumie w przeglądzie i bonitacji wzięły udział 23 zwierzęta.

Zawody były organizowane ku pamięci Hokiego z Molu Es, którego życie zgasło właśnie tutaj po ukończeniu spotkania CzW w roku 2003. Składały się praktycznie z 3 bloków. Pierwsze było klasyczne posłuszeństwo, drugie były tzn. dyscypliny Hokiego, a trzecie ćwiczenia z obrony. Dlaczego "dyscypliny Hokiego"? Chodziło o dwie dyscypliny, których bezbłędne wykonanie było ostatnim ćwiczeniem wykonanym przez Hokiego przed jego odejściem. Siad i waruj psa i przewodnika, a przede wszystkim bardzo ciężka dyscyplina - przewożenie psa na taczce. Obie te dyscypliny były także oceniane z większą ilością punktów niż reszta.

Startujący zostali podzieleni do dwóch kategorii. Kategorie początkujących oceniała Marcela Pluhařová, a kategorie zaawansowanych Pavel Hanuška. Uzyskana ilość punktów była bardzo podobna i często decydowała ilość punktów uzyskana właśnie w dyscyplinach Hokiego. Wieczorem odbyło się jeszcze krótkie szkolenie obron z pozorantem Tomášem Dvořáčkem z SKS TART Lišov. Potem już oceniano wyniki przeglądu, bonitacji i zawodów. Atmosfera była więcej niż przyjacielska. Każdy występujący nagradzany był burzą oklasków. Świętowaliśmy także jedno nowe małżeństwo (Michaeli i Petra van Erne), a dwie jubilatki miały urodziny (Ela Wojtko i Lucie Novoveská). Tak więc zabawa przy ogniu przeciągnęła się do rana.

Niedzielna wystawa miała trochę pomieszany przebieg. Przede wszystkim suczka z klasy otwartej Andariel Wolf z Peronówki dostała nieoczakiwanie ocenę "bardzo dobrą", a za ta o wiele gorzej prezentujacą się Nancy Šedá eminence "doskonałą" i zwycięstwo klasy. Także ocena Banshee z Peronówki, która nie chciała za żadne skarby pokazać zębów, była bardziej niż sporna. Ale i mimo tego wszyscy kibicowali wszystkim i po ocenie w ringu większość uczestników zajęła jedno ze stanowisk z przekąskami, gdzie jeszcze jakiś czas rozmawialiśmy i ocenialiśmy cały weekend. Dodatkowy sukces odniósł Aron Malý Bysterec, który w finałach ulokował się w I. grupie FCI na 2. miejscu.

Trzeba podziękować wszystkim uczestnikom za perfekcyjną atmosfere, którą stworzyli, za sportowe zachowanie w trakcie zawodów i pozostaje cieszyć się na kolejne, tym razem już 4. spotkanie CzW w Polsce na jesień 2005.

Pavel (Czechy)

-----------------------

W tym roku nie mieliśmy dużo czasu na szykowanie, bo i termin był wcześniejszy (spotkanie zamiast w połowie odbyło się na początku września) i sierpień wypełniony był różnymi wilczakowymi imprezami. Poza tym ważniejsze sprawy obgadane były już od dawna. Normalnie kilka telefonów załatwiłoby sprawe, ale nie w tym roku.

Gdy zaczeliśmy liczyć zgłoszenia okazało się, że spotkanie w Późnej przestało był małym spotkaniem kilku(nastu) przyjaciół, a stało się miejscem, gdzie spotykają się właściciele CzW z różnych krajów i gdzie chętnie przyjeżdżają osoby, które wilczakami dopiero są zainteresowane (bo jak najlepiej dowiedzieć się prawdy o charakterze tej rasy, jak nie przebywając z tymi psami oko w oko przez trzy dni). W ten sposób oczekiwaliśmy ponad 40 wilczaków i ponad 50 osób z Polski, Niemiec, Czech, Słowacji, Francji i Rosji.

I to właśnie trochę zmieniło nam plany: w Późnej zaplanowaliśmy np. przegląd hodowlany dla właścicieli, którzy niestety nie mają czasu (a czasem i pieniędzy) by przegląd ten zaliczyć w kraju pochodzenia rasy. Początkowo zastanawialiśmy się, czy w ogóle będą jakieś psy (z obliczeń wychodziło koło 10), a w dzień zgłoszeń ich ilość ustanowiła się na 23 sztuki. Zamiast więc zaplanowanych 3 godzin bonitacja zajęła pół dnia. Ale to nie powód do narzekań, a raczej do dumy, że właściciele podchodzą do rasy tak odpowiedzialnie. Miło rzuciło się w oczy przygotowanie psów - poza jednym wyjątkiem nie trzeba było żadnego wysiłku by psy zmierzyć. Z charakterem było już inaczej, bo niestety właściciele psów spoza Czech nie mają przygotowań do bonitacji, a czasem nie mają wcale możliwości ćwiczyć obrony.

Zmiana planów była też przy zawodach - i tu uczestników była masa. Gdyby nie nowa szybsza forma Memoriału, to pewnie ćwiczono by do nocy. Ale i tak na przyszły rok zaplanujemy małe zmiany. Ale narazie cicho sza...

Tak więc całe spotkanie przyniosło nam nowe doświadczenia. Wszystko było możliwe dzięki patronatowi Zielonogórskiego Oddziału Związku Kynologicznego, dzięki któremu otrzymaliśmy wsparcie od Urzędu Miasta Gubin - teraz mamy już zaplecze nawet, jeśli w przyszłym roku postanowi odwiedzić nas 100 osób... Chciałabym też podziękować Pavlowi i IWSC za organizacje Memoriału, Soni Bognarovej za to, iż możliwe było zorganizowanie bonitacji. Tomášowi i Renacie za prace przy grilu - pilnowanie kilogramów mięsa przez cały dzień, podczas gdy obok kręcą się wygłodniale wilki, to praca tylko dla odważnych i wytrwałych... No i oczywiście chciałabym podziękować wszystkim uczestnikom, którzy pomagali przy osprzęcie, no i w kuchni (tutaj ukłony dla osób, które postanowiły zaprezentować nam swoje "specjalności" i popisać się umiejętnościami kulinarmymi. Sałatki, mięso i ciastka były super!).

Całe spotkanie dowiodło chyba jednego: "nie taki wilk straszny"... Po podwórku biegało duże stadko psów i obyło się bez zranień i bójek. Miło było obserwować, jak psy się ze sobą dogadują, jak tworzą się nowe przyjaźnie między nimi. Widać, że wielu właścicieli przyłożyło sie do wychowania swoich czworonogów i bez problemu i duszy na ramieniu mogą się one poruszać wśród ludzi nawet w takim zamieszaniu jakie było podczas spotkania. Spotkanie przeżyło też bez problemu stado 80 kur, które wygłodzonym wzrokiem zerkały zza plotu. Cała 'lista strat' po spotkaniu to: - jedna złamana gałązka przy krzaku - jedno podkopane drzewko (Lucie - nic mu nie będzie... ) - 2 lub 3 przegryzione smycze - brak pewnej części mięsa (ale nie wiadomo ile zniknęło, bo strat nie było widać na stołach, a jedynie w wypchanych brzuchach czworonogów). Niech teraz tylko ktoś spróbuje powiedzieć, że wilczaki to agresywne bestie, które wszystko niszczą...

Każdy uczestnik coś ze spotkania wyniósł: czasem była to lokata w zawodach, czasem wynik przeglądu hodowlanego, czasem ocena z wystawy. Może za rok uda się jednak zrobić coursing - i psy także sobie jeszcze pobiegają. My wynieśliśmy nowe doświadczenia i mamy już nowe pomysły, jak zrobić, by przyszłe spotkanie przebiegło jeszcze sprawniej, by mimo dużej liczby uczestników było dokładniej zaplanowane. Czy to się uda...zobaczymy za rok...

Margo