2003.09.12-14 - Spotkanie w Późnej (PL)

Ten z Was, kto nie wie co to jest, jak mówi baśń, kraj mlekiem i miodem płynący, ten miał jechać z nami na dwudniowe międzynarodowe spotkanie do polskiej Późnej, do rodziny Peronów. Zjechaliśmy się tam z Polski, Czech, Rosji, Francji i Holandii, a było nas w sumie 30 osób z 18 czechosłowackimi wilczakami i jednym mieszańcem owczarka niemieckiego.
Nasza wspólna, trudna droga zaczęła się w Libercu, gdzie w piątek, koło godziny 18 spotkaliśmy się my - kierowcy różnej jakości. Do wytyczonego celu dotarliśmy, już niecierpliwie oczekiwani, po godzinie 23. Jakie było nasze zaskoczenie - stoły uginały się pod naporem jadla, piwo i kozie mleko płynęło strumieniem! To była prawdziwa gościnność. Od razu wszyscy wypuścili swoje wilczaki, a te przez wszystkie dni biegały i grały wspólnie. Mieliśmy o czym rozmawiać do pierwszych kurów.

W sobotę rano rozpoczęły się zawody. Tradycyjnie rozdzielono uczestników do dwóch grup, na psy młode i podrostki. Pierwszą, wspólną konkurencją, był bieg na orientację, zakończony krótkim obcym śladem z jednym przedmiotem na końcu. Jako sędzia muszę jednak napisać, że więcej tropili właściciele, niż psy. Po obiedzie zawody toczyły się już oddzielnie. Pierwsze na plac weszły młode zwierzęta na klasyczne posłuszeństwo i dyscypliny z przymrużeniem oka, które niektórzy znali już ze spotkania w Nadějkovie. Na początku było tradycyjne posłuszeństwo - siad, waruj, stój, chodzenie przy nodze na smyczy i szczekanie na komendę. Potem slalom między słupkami z jajkiem na łyżecce, przy czym przewodnik w ręce, w której trzymał łyżeczkę, trzymał także smycz z psem. Następnym zadaniem było włożenie psa do taczki i przewiezienie go kilkanaście metrów. Pies mógł z taczki wyskoczyć tylko jeden raz, po czym mógł być do niej ponownie naładowany. Trzeba zauważyć, że psom się to wcale nie podobało. Do taczki wskakiwały same lub były tam wkładane przez właściciela, ale podczas ruchu taczki zaraz z niej wyskakiwały. Sprawdziliśmy także reakcję psa, gdy na komendę "siad" przewodnik siadał wraz z nim, a na komendę "waruj" kładł się i jego pan. I z tą częścią psy miały czasami problemy. Dlatego zaprezentować im to musiał, jak to się prowidłowo robi, misiaczek Hoky z Molu Es, którego płomień życia niestety wygasł w Późnej na drugi dzień, po naszym wyjeździe.... Ostatnią konkurencją były przeskoki przez żywe przeszkody. Zwyciężczynią pierwszej grupy została suczka Berta z Vlčí chaloupky z Mijke van Heyningen z Holandii.

Druga grupa udała się na obrony. Oceniało się rewir z atakiem na przewodnika, a drugim zadaniem psa była obrona pana przed atakiem dwóch pijanych zbójów w osobach Pavla Hanušky i Phillipa Besconda, którym trzeba przyznac to przebranie bardzo pasowało. Obrony były oczywiście przystosowane do tego, że większość psów nigdy lub bardzo rzadko brała udział w takim typie szkolenia. Przede wszystkim miały potwierdzić, że pies się nie boi i jest pewny siebie. Wydaje mi się, że z tego mogli być wszyscy zadowoleni. Z wielką przewagą punktów zwyciężyła postrzelona matadorka Julie z Litavské kotliny z Lucią Novoveską.

Wyniki zawodów
Kategoria 1.
Kategoria 2.
1. Berta z Vlči chaloupky
Mijke van Heyningen (Holandia)
1. Julie z Litavské kotliny
Lucie Novoveská (Czechy)
2. Fany Křivoklatský Atos
Bartek Surówka (Polska)
2.

Iky od Úhoště
Tomáš Lukeš (Czechy)

3. Harry Kollárov dvor
Sebastian Niewola (Polska)
3. Jolly z Molu Es
Damian Szewczykowski (Polska)
4. Andariel Wolf z Peronówki
Daniel Ziemnicki (Polska)
4. Connie Šedý chlup
Standa Hora (Czechy)
5. Amber Wolf z Peronówki
Ela Wojtko (Polska)
5. Brian Šedý chlup
Natalija Ovečkina (Rosja)
6. Aset Voodoo Wolf z Peronówki
Miša Pokorná (Czechy)
6. Agar Morušový háj
Peter van Erne (Holandia)
7. Ava (NO)
Jola Kędzierska (Polska)
7. Czako Šedý chlup
Irek Janowski (Polska)
8. Iowa Eden severu
Kamil Kedzierski (Polska)
- -

Kto jeszcze miał siłę, ten mógł na wieczór wziąć udział w coursingu. Wieczorem zapłonął ogień i dyskutowano na wszystkie możliwe tematy do późnej nocy. Poza tym oczywiście ogłoszono zwycieżców zawodów, którym wręczono puchary, a każdy uczestnik otrzymał upominki z naszego spotkania. Specjalną nagrodę otrzymali Renáta Pesrová i Tomáš Lukeš, którzy wzorowo starali się przez cały dzień o grilowanie.
W niedzielę wcześnie rano udaliśmy się do Zielonej Góry na krajową wystawę psów, którą po zaciętej walce wygrała Jolly z Molu Es. Przy ringu, gdzie sędziowano czechosłowackie wilczaki było szczególnie głośno, ponieważ każdy, kto wchodził na ring, był witamy oklaskami i głośno dopingowany. Takiej atmosfery na wystawie ani ja i myśle, ze ani pan sędzia, jeszcze nie przeżyliśmy. I trzeba powiedzieć, że pan sędzia Śliwka przyjął nasz entuzjazm z wielkim zrozumieniem, a chwilami i z uśmiechem na ustach. Na koniec pożegnaliśmy się i pomału zaczęliśmy rozjeżdżać do domów. Wszyscy cieszymy się, że za rok spotkamy się ponownie!

A na zakończenie chciałabym w imieniu wszystkich uczestników bardzo, ale to bardzo podziękować rodzinie Peronów za ich gościnność.

Marcela z Vlčí chaloupky (Czechy)



I tegoroczne spotkanie już za nami - było diabelnie miło Was wszystkich poznać (to słowa zarówno do dwu- jak i czworonogów). Prawdziwą przyjemnością było zobaczenie tylu dobrze wychowanych wilczaków, z których każdy może być wspaniałą wizytówką rasy obalającą mity o ich agresji czy strachliwości. Przy ich wychowywaniu zrobiliście kawał dobrej roboty! Praca się opłaciła, bo dzięki niej można było obserwować tyle bawiących się ze sobą czeweczek - to dopiero była przyjemność

Miło było widzieć kontakt, jaki właściciele mają ze swoimi psa. A dla mnie zaskoczeniem było, że mamy tak dobrych sportowców - w zeszłym roku coursing niezbyt się powiódł, bo psy nie chciały biegać. A w tym roku!!! Już teraz większość młodych zawodników może poważnie myśleć o karierze w tej dziedzinie.

Cóż - szkoda, że spotkanie tak szybko się skończyło. Że nie było wystarczająco czasu, abym mogła sobie spokojnie porozmawiać - wszystko odbywało się dla mnie trochę zbyt szybko. Nie było nawet kiedy zrobić dobrych zdjęć i mam jedynie nadzieję, że Wy mieliście więcej szczęścia i zdjęcia psów/zawodów stopniowo będą napływać i uda się nam skompletować galerię spotkania....

Niedzielna wystawa była jednym wielkim pasmem sukcesów. O takim kibicowaniu można zwykle tylko pomarzyć - aż chciało się biegać w tym słońcu Szkoda, że zwyciężcy tak szybko musieli udać się w drogę powrotną, bo przecież Iowa mogła jeszcze powalczyć na finałach szczeniąt, a Harry na BIS Juniorów... My w każdym razie tam się stawiliśmy (samochody sędziow przyblokowały nam samochód i nie było mowy o wyjeździe przed końcem wystawy, no chyba, że taranując płot lub auta (a z tym nie chciałam podpadać)). Na finałach Bolton i Jolly wygrały konkurs na najlepszą parę hodowlaną Potem Jolly została jeszcze wybrana BOG I. (Najlepszym psem pierwszej grupy), a na BISie była trzecia! Do domu wracaliśmy więc w dobrym humorze, z workami nagród i ogromnymi pucharami....

....ale na tym skończyła się nasza radość tego dnia. Mówi się, że "wszystko dobre, co się dobrze kończy". A tego o spotkaniu w tym roku nie da się niestety powiedzieć. W drodze dostaliśmy telefon, że Hoky z Molu Es (który był już z Pavlem w Późnej) dostał zawału. Niestety próby ratowania mu życia i wizyta u weta się nie powiodły...

W wieku prawie 5 lat HOKY z Molu Es przeszedł na drugą stronę tęczowego mostu. Na Późnej zostanie z nami już na zawsze...

Margo