Suki w cieczce a wystawy

Na generalnym zebraniu FCI w Paryżu w kwietniu 2005 uchwalono nowy regulamin wystaw FCI. Tak jak oczekiwano zezwolono na wystawianie suk w cieczce. Zakaz obowiązuje nadal tylko suki karmiące i te w towarzystwie szczeniąt.

Dlaczego zmieniono przepisy?
Bo z jednej strony było tak jak wiadomo: i tak niewiele osób zwracało na to uwagę. A z drugiej: bo to właściciel jest odpowiedzialny za swojego psa.

Dlaczego wystawia się suki w cieczce?
Tzn. cały problem jest o wiele bardziej skomplikowany. Sama przez cztery lata wystawiałam psa nie mając przy tym problemów typu "moja suka w cieczce". A to dlatego, ze dzięki kontaktom z innymi hodowcami, znałam problem z drugiej strony. Tu nie chodzi o "nie rób bliźniemu, co tobie niemiłe", ale "żyj i daj żyć innym". Weźmy przykładowo sukę i właściciela troszczącego się bardzo o reproduktory innych osób.

  • A więc liczenie zaczynamy od momentu, gdy nasza suka dostaje cieczkę. Jest to nawet 6-8 tygodni (czyli odpadają nam w zasadzie 2 miesiące)

  • Ponieważ jesteśmy hodowcami więc suczkę kryjemy. Gdy skończy się cieczka to suka nadal może być interesująca dla niedoświadczonych reproduktorów, więc nie wystawiamy. Potem suczka przybiera na wadze, więc w sumie z głowy mamy następne 2 miesiące ciąży.

  • Przez 2 miesiące suka odchowuje szczeniaki.

  • Następne 2 mies. wygląda paskudnie - traci włos i trochę trwa zanim wróci do formy (teoretycznie możemy wystawiać, ale nie ma szans na większe tytuły).

Podsumowanie: jeśli mamy szczęście to odpada nam 8 miesięcy, czyli pozostają nam 4. Wtedy modlimy się tylko, aby nie wypadły na zimę, kiedy nie ma wystaw. Jeśli mamy pecha, to suka w tym czasie dostanie druga cieczkę - czyt. w takich warunkach nie ma mowy w ogóle o wystawianiu. Czyli właściciel suki ma dwie możliwości:

  1. mniej lub bardziej naginać/łamać przepisy
  2. lub zrobić z siebie hodowcę włoskiego, gdzie suki po zdobyciu uprawnień służą jedynie do rozmnażania i produkcji szczeniąt.

Związek Kynologiczny sprawę stawiał dotąd jasno: suki takie nie powinny być wystawiane. Było to jednak dosyć dziwne, biorąc pod uwagę, że suki w cieczce spokojnie mogą zaliczać egzaminy związkowe czy brać udział w zawodach mimo, że tam koncentracja i posłuszeństwo liczy się o wiele bardziej.
Pozostaje jeszcze inna sprawa. Z jednej strony właściciel suki w cieczce ma jej nie wystawiać, a z drugiej strony nie dosyć, że na wystawy trzeba się zgłaszać ok. 2-3 mies. wcześniej (a biorąc pod uwagę cieczki wilczaków, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy ją dostanie) to jeśli suka dostanie cieczkę i tak za zgłoszenie Związek Kynologiczny każę nam zapłacić mimo, że jej nie wystawialiśmy. A to oznacza w sezonie wystawowym stratę nawet grubo ponad 1000 zł. I to jest właśnie powód, dla którego oko przymykają sędziowie, organizatorzy, ale i inni hodowcy. Rozsądny właściciel takiej suki nie będzie spacerował z nią po wystawie, nie będzie gnębił innych psów, pozwalał na zaloty rozpraszające uwagę, a suka w cieczce stojąca z dala od ringu nie stanowi dla nikogo przecież zagrożenia.

Dlaczego nie powinno się wystawiać suki w cieczce?
W sumie z sensowniejszych argumentów przeciwko sukom w cieczce było to, że w pewnym momencie (gdy np. suka jest kryta) trzeba zadbać o zdrowie suki i nie ciągać jej po wielkich zbiorowiskach psów. Ale raczej ogólnie oczekiwałabym, że właściciel suki w cieczce nie będzie jej ciągał po całej wystawie. Prędzej, że sobie przysiadzie z boku i spokojnie poczeka na swoja kolej. Jeśli więc suka nie stoi tuż po nosem psa to problemu powinno nie być - żaden właściciel psa nie ma podstaw do protestu...

Problem właścicieli psów.
Jakiś czas temu przerabialiśmy temat wśród hodowców. I trzeba przyznać, że pojawił się dosyć widoczny rozdźwięk. Osoby posiadające psy ras użytkowych i pracujące z nimi oraz wszyscy szkoleniowcy uważali, że przepis jest jak najbardziej sensowny, bo powinno być normalne, że właściciel jest w stanie panować nad swoim czworonogiem. Jeśli nie to nowe twarze na placach szkoleniowych zawsze są mile widziane...
Po drugiej stronie barykady stali właściciele głównie ras ozdobnych, którzy rzeczywiście zwykle nie przykładają się to pracy z psem ("bo on jest taki malutki i słodziutki") i o szkoleniu pojęcia nie maja....

Co do problemów właścicieli z ich psami: tak, zdaje sobie sprawę, że mogą takie być... Niestety nadal masa jest u nas szkoleniowców starej daty, którzy dostają zawału na widok suki w cieczce. Jakże często słyszy się: suka w cieczce nie może chodzi na szkolenie. Widziałam juz informacje o obozach SZKOLENIOWYCH na które nie są przyjmowane suki w cieczce.... Równie jaskrawym przykładem jest informacja: na zawodach przenoszono ring, bo po starym przespacerowała się suka...
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że poziom wielu szkoleniowców jest kiepski - zależy im na kasie, więc liczy się "szybko i tanio". Szkolą więc psy w sterylnych warunkach - na "czystych" placach szkoleniowych i ważne jest tylko, aby U NICH były widoczne efekty. Co z tego, że wyszkolony przez nich pies wysiada przy najmniejszym rozproszeniu, czy też na zwyczajnym spacerze "głuchnie" i wszystko "zapomina"...
Prawdę mówiąc niezłym kontrastem jest potem obecność na obozie szkoleniowym w Czechach. Tam ZAWSZE są suki w cieczce, które ćwiczą, które chodzą po placu i.... nie ma z tym żadnej tragedii. Psy (i to często doświadczone reproduktory) są w stanie zaliczać egzaminy... I nie radziłabym się nikomu zgłaszać do sędziny, że "prosimy nam dodać punkty, bo pies nie zrobił przywołania, bo złapał zapach suki w cieczce"....

Oczywiście można mówić, że pies reaguje naturalnie, że to instynkt. Ale właśnie od tego jest szkolenie - psy żyją z ludźmi i musza się do tego dostosować. Dla psa jest normalne, że interesuje się sukami, ale dla nas powinno być to naturalne, że wychowujemy go tak, aby nadal był pod kontrolą.
Prosty przykład: idziemy z psem na spacer. Trafia na ślad suki w cieczce (bo raczej nie można liczyć, że wprowadzony zostanie zakaz wyprowadzania suk w cieczce na spacer) - i co wtedy? Pies ma 'prawo' przestać reagować i np. iść w długą? Może się wyłączyć i kompletnie ignorować właściciela? Co jeśli w takim szale wpadnie pod samochód? Wina będzie wyłącznie właściciela psa, bo to on ponosi pełną odpowiedzialność za psa. Co jeśli chcąc się dostać do suki pies kogoś pogryzie? Również odpowiada za to właściciel... I wystawy niczym się w tym nie różnią...

A co do 'natury'. Dla psów jest naturalne, ze łowią uciekające zwierzęta. Ale nie ma co liczyć, że jakiś właściciel zabitego kota będzie dla nas wyrozumiały słysząc słowa: "Pies kotka zabił, bo to przecież naturalny instynkt..."
Niedawno mieliśmy sprawę 6 psów zastrzelonych w lesie przez myśliwych: z ich rąk zginęła suka w cieczce i 5 amantów. Mieli prawo tak zrobić? Czy też powinni zwrócić uwagę, że to suka "prowokowała" i to tylko "uleganie naturalnym instynktom"? Nie - po raz kolejny: wina właścicieli i niedopilnowanie czworonogów...

Jako właścicielka suk wiem, że czasem nie muszą być w cieczce, aby budziły zainteresowanie. Wiele jest psów nadpobudliwych, które interesują się każdą suką... Kto z nas nie zna obrazka, gdy piesek czuje "mięte" to nogawki osoby, która nawet nie ma psa w domu?.. Czy za takie psy należy ponosić odpowiedzialność? [Pomijam tłumaczenia, że mam takie piękne i pociągające suki, że psom krew buzuje na sam ich widok]

Ale również jestem właścicielką psów. Wiem, że naturalne jest, iż młodziaki interesują się "panienkami". Że w młodych psach często płynie gorąca krew. I dostają "głupa" przy takich zapachach.... Ale też mogę spokojnie powiedzieć, że mając możliwość szkolenia psa przy takim rozproszeniu bez większego problemu można nauczyć się mieć go pod kontrola. Właściciele CzW maja sprawę łatwiejszą: wilczaki są psami użytkowymi - łatwo się je szkoli, szybko łapią (choćby np. w porównaniu do "ozdóbek"). Poza tym suki są dla nich interesujące jedynie wtedy, gdy trzeba. Dlatego my spokojnie puszczamy na podwórko zarówno naszych panów, jak i suki w cieczce. I nie ma żadnego nerwowego uganiania się za panienkami. Separujemy je dopiero, gdy przychodzą "te właściwe" dni, ale i wtedy mogę spokojnie puścić Bure pod moim nadzorem bez obaw, że do czegoś dojdzie (psy są kontrolowane na głos) I np. Balrog zawsze jeździ z nami i dziewczynami na krycia: razem spędzamy dni, a do klatki wędruje jedynie na noc...

Ale wydaje mi się, ze to kwestia podejścia - jak mam problem z psem to nad nim pracuje... Jak pies mi wyrywa za sarną to ćwiczę przywołanie i trzymanie się przy mnie. Jak pies nienawidzi kotów to pracuje nad socjalizacja, albo ew. jak się nie da to nad kontrolą. Jak wariuje przy suce to ćwiczymy posłuszeństwo... To łatwiejsze niż walka z sarnami w lesie, kotami na podwórkach i wszystkimi sukami...