Niby zwykłe wyjście po zapas mięska....

4 posty / 0 new
Ostatni wpis
Portret użytkownika makota
Nieobecny
Zarejestrowany: 12/15/2011
Wpisy: 360
Niby zwykłe wyjście po zapas mięska....

Niby zwykłe wyjście po zapas mięska, a ile przygód!

Co tydzień robię sobie z psami "wyprawę" po mięsko u zaprzyjaźnionego pana. Droga aż do samego końca niemal idealna - alejka spacerowa ogrodzona z obu stron, nie ma ulic... zwykle więc biorę Czesia na szelkach i lince, a Nitkę luzem w kagańcu. Ale nie, dzisiaj coś mnie podkusiło, żeby do jednego końca 20m linki zapiąć Czesia, a do drugiego Nitkę... o matko!! Jakie te moje psy są idealnie do siebie dopasowane! No po prostu ideał, żyć nie umierać!
Nic odkrywczego w sumie, bo już od dawna problem pojawia się nawet na zwykłym, porannym wyjściu na krótkie siku i to na zwykłych, krótkich smyczach... to co mnie ta linka podkusiła?! Skąd taki durny pomysł przyszedł mi do głowy, skąd?!
Czesio jak to wilczak - jest dość szybki, najchętniej byłby wszędzie pierwszy, plus do tego oczywiście najchętniej spuściłby łomot każdemu napotykanemu samcowi. Ale za to przynajmniej nie plącze linki i umie omijać drzewa i przeszkody tak, żeby się z tą linką nigdzie nie zaklinować. Współpracuje ze mną i naprawdę wygodnie się tę linkę z Czesiem na drugim końcu trzyma, zwija i rozwija. No fajnie jest.
A Nitka... cóż, każdy kto zna Nitkę wie, jakie lata świetlne dzielą umysł wilczaka od umysłu Nitki. Porusza się tempem niepełnosprawnego żółwia z połamanymi nogami, nie ogarnia w którą stronę zmierzamy, bo w przeciwieństwie do Cresila kompletnie nie rozumie hasła "idziemy po mięsko", albo "wracamy do domku". Czasem mylą jej się strony, zaczyna iść w lewo, lub w prawo, pomimo tego, że NIC nie wskazuje na to, że to właśnie tam jest cel naszej podróży. Czasem z niewiadomych przyczyn chce się cofać i iść w odwrotnym kierunku niż ja z Czesiem... no i do tego prezentuje mistrzowski poziom w dziedzinie plątania linką siebie i wszystkich dookoła. Nie jest w stanie zrobić dwóch kroków tak, żeby się w tej lince totalnie nie zaplątać. Poza tym nie ogarnia omijania przeszkód, Czesia, czy mnie. Jednym słowem - dramat.
I do tego wszystkiego nasze dzisiejsze przygody.
Pierwsza - idąc po Młynówce (to ta alejka spacerowa) nagle widzę psa z naprzeciwka. Czarnego. Czarny pies nigdy nie wróży nic dobrego, bo Czesio to zagorzały rasista, czarnych nie lubi i nie ma przebacz. Skracam więc linkę Czesia odpowiednio wcześniej i odwracam jego uwagę, żeby spokojnie minąć czarnucha. I pewnie udałoby się zrobić ten manewr dość dobrze, bo Czesio miał dziś dobry humor (czyt. poziom buractwa umiarkowany), gdyby nie fakt, że pies będąc już na naszej wysokości nie wytrzymał ciśnienia i zacząć drzeć mordę. Wtedy i Czesio nie pozostał dłużny, zaczął mi się miotać wielce oburzony czarnuchem... ale to pół biedy. Najgorsze było to, że dokładnie kilka sekund po tym, jak Czesio i czarny pies zaczęli wymieniać się argumentami, Nitka zauważyła okruszek chleba na środku chodnika.... OKRUSZEK!!!! Wlazła mi niewiele myśląc pod nogi, nic nie zrobiła sobie z tego, że potknął się o nią (dosłownie!) i Czesio i potknęłam się ja prawie wybijając sobie zęby... no bo przecież OKRUSZEK!
No ale idziemy dalej. Czesio się uspokoił i z zainteresowaniem zaczął przyglądać się budowie (wyjątkowo go wciągnęła), spokojnie spacerujemy sobie dalej, aż nagle coś mnie tknęło, odwracam się, a za nami idzie jakiś młody chłopak z dużym, rudym psem... dla tych, co nie znają Czesia małe wyjaśnienie: Najgorsze są czarne. Zaraz potem... rude.
Ale był dośc daleko, więc bez stresu pospieszyłam troszeczkę Czesia, który lazł jak ostatnia łajza z głową zadartą do góry (oglądał budowę) i idziemy dalej. Ale za chwilę znów się odwracam, a chłopak z tym rudym psem wyraźnie przyspieszył i wygląda jakby nas... gonił! Niestety wtedy i Czesio dostrzegł rudzielca, nastroszył więc sierść i za wszelką cenę chciał się o kilka kroków cofnąć, musiałam go więc na siłę ciągnąć za sobą, żeby przed tym rudym psem gdzieś "uciec" na bok. Byliśmy akurat na odcinku, gdzie nie ma dokąd uciekać, dlatego chciałam przyspieszyć, żeby dojść do jakiegoś rozszerzenia i wejść na trawnik, żeby chłopak z psem mógł nas spokojnie minąć.
A on coraz szybciej za nami szedł! I mimo tego, że na pewno widział postawioną sierść Cresila i na pewno słyszał jak mówię do niego "spokój"... no i na pewno słyszał też jak mówię "Proszę nie podchodzić!" - po prostu wlazł na nas z tym psem! Dosłownie W NAS! W ostatnim momencie udało mi się złapać Czesia za szyję i nieco odciągnąć, dając natrętnemu pieskowi dodatkowe +/- 15cm bezpieczeństwa, a chłopak wielce zdziwiony o co mi chodzi, gapi się i stoi, mimo że Cresil już ewidentnie nie wyglądał jak słodki pieseczek chcący się bawić. Ja nie wiem, czy ludzie naprawdę są AŻ TAK tępi? Tongue

Co najlepsze jak w końcu nas minął, to przeszedł może 20m, po czym zawrócił i w drodze powrotnej znów puścił psa na całe 5m flexi i ten pies znów wlazł Czesiowi niemalże prosto w zęby! Star
A żeby tego było mało, w drodze powrotnej, na tej samej wąskiej alejce, na której nie ma dokąd uciekać zza zakrętu nagle wyłoniła się blisko 90-letnia pani z... samcem akity na cieniusieńkiej smyczy...
Już miałam wizję jak zrzucam plecak wyładowany 8 kilogramami mięsa i zaczynam nim okładać psy, żeby je rozdzielić Laughing out loud
Na szczęście starsza pani wykazała się logicznym myśleniem i udało nam się minąć nawet bez jednego burknięcia...
No, taka tam luźna refleksja Wink

Portret użytkownika szasztin
Nieobecny
Zarejestrowany: 07/21/2006
Wpisy: 213
Ostatnio kiedy spotkałam podobnego gościa...

Ostatnio kiedy spotkałam podobnego gościa z " rudzielcem" ( seterem) i po kikuminutowej dyskusji ze " jego piesek nie gryzie , jest łagodny i innych kocha" zagroziłam spuszczeniem Imbusa. I wiecie co?? Imbus nastroszony , zjeżony , szczekający, wyrywajacy sie - a ja pochylam sie i ostentacyjnie odpinam smycz.......iiii I tyle widziałm goscia z seterm ..... A Imbus spokojnie stał przy nodze Smile Oj Imbus ... starośc Smile

Portret użytkownika makota
Nieobecny
Zarejestrowany: 12/15/2011
Wpisy: 360
Hah, a ja do tego wszystkiego zapomniałam dodac jeszcze jedno!

Hah, a ja do tego wszystkiego zapomniałam dodac jeszcze jedno! Żeby dojśc do stoiska z mięskiem zawsze mijamy kilka sklepów po drodze - między innymi sklep z zabawkami, przed którym od kilku miesięcy stoi wystawiony przed drzwiami, pluszowy konik na biegunach. Czesio już kilka razy go widział - pierwsze dwa razy trzymany krótko na smyczy, bo bałam się, że konik mu się za bardzo spodoba, albo nie spodoba... następne kilka w miarę na luźno.
Dziś niewiele myśląc przeszłam obok nie zwracając już zbytniej uwagi ani na Czesia, ani na konika... więc Czesio niewiele myśląc konika CAP i on go bierze ze sobą! Wink Musiałam więc konika podnieść, bo się był przewrócił Tongue

Portret użytkownika avgrunn
Nieobecny
Zarejestrowany: 07/11/2011
Wpisy: 446
Witam w naszym swiecie

Witam w naszym swiecie Tongue urocza codziennosc Laughing out loud

Aby odpowidać zaloguj się lub utwórz konto